Krzysiek Jamiński: Skąd się wziął pomysł na udostępnienie całej płyty "Rockowania Pokojowe" na stronie www.netmuza.pl?
Partyzant [lider zespołu Paradox!]: Sieć się rozwija, a wytwórnie zwijają. Poza tym chcieliśmy sprawdzić jakie jest zapotrzebowanie w tym kraju na muzykę rockową. Wytwórnie twierdzą, że małe, a my wręcz przeciwnie. Dlatego Rockowania... są za darmo.
KJ: Czy nie jest to sposób na chory, polski rynek muzyczny? P: To jest raczej eksperyment, alternatywa.
KJ: A jak oceniasz polską fonografię? P: Bardzo słabo, a winie za to politykę
wielkiej piątki, (najważniejszych polskich wytworni). Zamiast promować młodych, opierają katalogi na wykonawcach zagranicznych. Nie szukają talentów po pubach czy innych lokalach, wydają po prostu bankiety. Dochodzą do tego jeszcze ceny płyt po prostu porażka i przegięcie.
KJ: Jakie macie plany związane z promocją swojego debiutanckiego albumu? P: Na razie internet, potem radio i telewizja. Jest planowana akcja, ale wszystko w swoim czasie.
KJ: Jaka gracie muzykę> Czy uważasz ze płyta ROCKOWANIA POKOJOWE ma szanse podbić polski rynek muzyczny? P: Nie mamy takich planów, chcemy jedynie dać ludziom płytę. Chcemy posłuchać ich opinii o naszej muzyce i sposobie rozpowszechniania .
KJ: A skąd czerpiesz pomysły na piosenki? Na przykład Jelonek, skąd taki zwariowany tekst? P: Życie. Czasem wystarczy żółty beret, żeby wszystko zmienić. Moje teksty to przeżycia i obserwacje.
KJ: A o co chodzi z tym żółtym beretem? P: Symbol zmiany, mógłby to być równie dobrze zielony sweter, czy brązowe serwetki.
KJ: Na płycie zagrało paru doświadczonych muzyków, czy w przyszłości planujecie nagrywanie kolejnych utworów? P: To jest zespół i tak pozostanie! Mamy już połowę materiału na kolejną płytę i duże ciśnienie na granie - czyli nie jest to jednorazówka. (śmiech)
KJ: Przejdźmy teraz do twojej kariery. Jak trafiłeś do legendarnego zespołu Dżem? P: Poznaliśmy się, gdy chłopacy chcieli zarejestrować w Zaiksie płytę The band plays on. (Ja jako jedyny pod ręką znałem nuty). Następnie dzięki Benkowi byłem technicznym, później byłem rozgrzewającym, aż w końcu muzykiem towarzyszącym. To bardzo ważny okres w moim życiu.
KJ: Czy nie byłeś wariantem awaryjnym, gdy zawodził śp. Rysiek Riedel? P: Nie, absolutnie. Rysiek był wokalistą, a ja gitarzystą. Fakt, że czasami grałem dużo dłużej niż przewidywano, bo Rysiek się zrywał.