Ania Teliczan, finalistka programu Mam Talent, niedawno nagrała swój pierwszy solowy krążek pt. Ania Teliczan. O tym jaka jest ta płyta oraz co łączy Anię z Troyem Millerem, perkusistą i współpracownikiem m.in. Marka Ronsona, Macy Grey, Adele, czy nieodżałowanej Amy Winehouse, przeczytacie w poniższym wywiadzie.
Aleksandra Basiukiewicz: Niedawno ukazała się Twoja debiutancka płyta. Jak się z Tym czujesz? Są emocje?
Ania Teliczan: No tak, na pewno spełniło się jedno z moich marzeń. Jestem podekscytowana, ponieważ bardzo na nią czekałam, ale szczerze mówiąc, jeszcze to do mnie zupełnie nie dociera.
A.B.: Kiedy poczułaś, że masz takie zdolności wokalne? Czy swój talent zawdzięczasz dobrym genom?
A.T.: Moi rodzice nie pochodzą z muzycznych rodzin, chociaż mama ma predyspozycje do nauki muzyki, ma w tym kierunku skończone studia. Tata z kolei gra na gitarze, nie zawodowo, tylko tak dla siebie w domu i może nawet przez to, tak późno zaczęłam śpiewać bo dopiero w szkole średniej. Wcześniej zdarzały się jakieś akademie szkolne, kiedy to nauczycielka miała wybrać kogoś, kto chociaż trochę słyszy i śpiewa, więc często zdarzało się, że wybór padał na mnie. W szkole średniej zaczęły się różne konkursy wokalne. Moja nauczycielka od angielskiego starała się, abym brała w nich udział. No i później, kiedy również byłam jeszcze w szkole średniej, wzięłam udział w programie Mam Talent
A.B.: I właśnie wtedy zrobiło się o Tobie głośno w mediach. Dlaczego wzięłaś udział w tym programie?
A.T.: Zgłosiłam się do Mam Talent głównie za namową moich znajomych i rodziców. W sumie tata namawiał mnie bardziej niż mama, bo mama, szczególnie teraz, bardzo przeżywa całe to zamieszanie i myślę, że momentami denerwuje się bardziej ode mnie. Ja na początku nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji, jednak kiedy otrzymałam telefon, że dostałam się na castingi, które będą emitowane w telewizji, wtedy dopiero do mnie dotarło, że skoro przeszłam dalej, muszę się spiąć i pokazać się z jak najlepszej strony.
A.B.: No i udało Ci się nawet zostałaś okrzyknięta polską Amy Winehouse! Czy wcześniej uczęszczałaś na lekcje śpiewu?
A.T.: Nie, ja muzykę traktowałam jak przyjaciela. Po prostu kiedyś coś się działo w moim życiu, przychodziłam do domu, zamykałam się w pokoju i śpiewałam. To był mój sposób na wyładowanie emocji. Nigdy nie uczyłam się śpiewać, tylko w pewnym momencie doszłam do wniosku, że jeśli jakąś piosenkę zaśpiewa się wiele razy, to ona w pewnym momencie zaskakuje i zaczyna w miarę wychodzić.
A.B.: Co zmieniło się w Twoim życiu po udziale w programie Mam Talent, oprócz tego, że wydałaś płytę?
A.T.: Myślę, że tak naprawdę nic. Dalej studiuję, więc aż tak wielkiej zmiany nie ma. Zobaczymy jak to się będzie posuwało dalej, bo wiadomo to jest na razie debiut. Myślę, że zmiany dopiero przyjdą i po prostu muszę być na nie przygotowana. Jeśli chodzi o ludzi, to mam grono przyjaciół, którzy mnie zawsze wspierają.
A.B.: Dobrze, że o nich wspomniałaś. Powiedz proszę, jak znajomi i ludzie z uczelni reagują na to, że Twoje życie z dnia na dzień przyjmuje tak szczególny obrót? Czy nie masz wrażenia, że teraz, kiedy wystąpiłaś w telewizji i wydałaś płytę, jakby nagle tych znajomych znalazło się wokół Ciebie więcej?
A.T.: Nie, dlatego, że ja jestem osobą, która ma duży problem z zawieraniem nowych znajomości. Bardzo zwracam uwagę na ludzi, dlatego moje grono znajomych nie jest duże, ale są to osoby, którym ufam i które są dla mnie ważne.
A.B.: Czy ludzie okazują Ci w jakiś szczególny sposób swoją sympatię? Czy odczuwasz już popularność, jesteś rozpoznawana na ulicy?
A.T.: Na ulicy jeszcze tego nie odczułam, ale czasem zdarza się, że dostaję bardzo miłe mejle i wiadomości na Facebooku. Ludzie się bardzo życzliwi i pozytywnie nastawieni do mojej osoby. Nie spotkałam się z jakimiś krytycznymi uwagami, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że gdzieś w Internecie pewnie się pojawiają, ale ja tego nie czytam, bo wychodzę z założenia, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
A.B.: I to jest bardzo zdrowe podejście. Opowiedz mi teraz o swojej debiutanckiej płycie. Miłośnikom jakich gatunków muzycznych może przypaść do gustu?
A.T.: Myślę, że płyta okaże się sporym zaskoczeniem dla ludzi, którzy kojarzą mnie z Mam Talent, bo jest ona bardzo energetyczna. Co więcej, płyta jest w klimacie lat sześćdziesiątych, które są mi bardzo bliskie. Bardzo je lubię. Wspólnie z Troyem Millerem, producentem, wzorowaliśmy się na żeńskich grupach amerykańskich jak np. The Supremes. Oprócz tego, w utworach słychać także polskie lata sześćdziesiąte. Troy nalegał, żebym pokazała mu coś polskiego, jak wyglądały polskie lata sześćdziesiąte. Dlatego zdecydowaliśmy się na jeden cover utwór Był taki ktoś Kasi Sobczyk. Na płycie słychać trochę odnowionych brzmień. Troy na co dzień pracuje z Markiem Ronsonem, więc on też wkradł się na poszczególne utwory.
A.B.: Jak pracowało Ci się z Troyem Millerem? To musiało być dla Ciebie wielkie przeżycie!
A.T.: Pracowało nam się bardzo dobrze. Na początku się troszeczkę obawiałam, bo wiadomo to jest wielkie nazwisko, jakby nie było, ktoś, kto ma do czynienia z ludźmi, którzy byli dla mnie zupełnie nieosiągalni. Byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że jest bardzo fajnym, otwartym facetem. Podobało mi się, że nigdy nie przychodziłam na gotowe. Gdy przyjeżdżałam do Londynu, pracowaliśmy nad kawałkami od zera, a kiedy nie byłam czegoś pewna, mogłam to powiedzieć i robiliśmy tak, aby również mi pasowało. Nie było żadnych problemów typu ja mam wizję i ty mnie musisz słuchać. To mi bardzo zaimponowało.
A.B.: Jedna z Twoich piosenek nosi tytuł K. Czy możesz zdradzić, co kryje się pod tą tajemniczą nazwą?
A.T.: To jest bardzo osobista ballada o miłości. Jeden z najważniejszych dla mnie tekstów, ponieważ opowiada o bardzo ważnej i bliskiej mi osobie. To tyle. ?
A.B.: A piosenka Między nami wojna? W moim odczuciu jest bardzo zadziorna. Czy ten utwór odzwierciedla Twoją naturę? Jesteś konfliktowa, nie dająca łatwo za wygraną czy wręcz przeciwnie?
A.T.: Trochę tak, ale ja na pewno nie jestem osobą konfliktową. Zazwyczaj jestem opanowana i nieśmiała, ale w życiu są czasem momenty, kiedy puszczają nerwy. Ja najczęściej reaguję na nie krzykiem. Jeżeli chodzi o tę piosenkę, to nie miałam w niej na myśli konfliktu, a raczej faceta w płaszczu i kapeluszu, kryminalistę, którego ja, wcielając się w rolę detektywa, staram się złapać pośród ciemnych, zadymionych ulic. Nie tyle historia była dla mnie ważna, co właśnie ten obrazek. W ten sposób sobie to wyobraziłam.
A.B.: Jak widzisz, interpretacje mogą być bardzo różne.
A.T.: Ale to jest właśnie fajne w muzyce! Ja też się na tym łapię np. będąc nastolatką bardzo dużo słuchałam piosenek Hey, później przestałam. Teraz, gdy wracam do ich twórczości, nagle okazuje się, że te teksty są zupełnie inne niż były kilka lat temu. To jest niesamowite, że nasza interpretacja zależy od tego, na jakim etapie życia jesteśmy. Wtedy można odbierać różne słowa na wiele sposobów.
A.B.: Jakie są Twoje najbliższe plany na przyszłość?
A.T.: Teraz najważniejsze jest dla mnie to, że jestem na trzecim roku studiów i muszę pisać pracę. Nie chciałabym wszystkiego rzucać przez to, że zaczęłam robić karierę, mówiąc trochę górnolotnie. To jest coś, na co zawsze czekałam. Po prostu dalej chciałabym robić muzykę.
A.B.: A masz już zaplanowane jakieś koncerty?
A.T.: Na razie jeszcze nie, tym bardziej, że teraz nie jest sezon na koncerty, ale myślę, że to się wszystko niedługo wyklaruje. Nie mogę się już doczekać!