Trzeciego lutego w klubie Palladium odbędzie się koncert hiszpańskiego zespołu Giulia y los Tellarini, tymczasem jednak artyści zgodzili się udzielić krótkiego wywiadu dla naszego portalu.
O czym? Oczywiście o muzyce, ale także o wizytach w Polsce, o Warszawie, o polskich przodkach i o tym jak ukarać męża...
Kamila Nowak: W wywiadzie dla jednej z Polskich stacji radiowych stwierdziliście, że w Polsce czujecie się jak w domu. Co sprawia że powracacie i występujecie w Polsce?
Gulia: Czujemy się tutaj jak w domu, ponieważ mamy poczucie, że tutaj ludzie rozumieją naszą muzykę najlepiej. Publiczność zawsze jest tu ciekawa muzyki i lubi być zaskakiwana, to bardzo rzadkie w Europie. Najczęściej ludzie nie zwracają zbytniej uwagi na muzykę, zazwyczaj spotykają się w klubach, żeby przy drinku spotkać się ze znajomymi, nie zważająna to, co się dzieje na scenie.
Jeden z utworów na waszej nowej płycie nosi tytuł Warszawa. Teledysk do tego utworu nakręciliście na warszawskim starym mieście. Co sprawia, że Warszawa jest dla Was tak szczególna, oprócz kobiet?
Jest to miejsce z bardzo szczególną historią, w której spotykają się zarówno odwaga i poświęcenie, dwa bardzo ważne aspekty w życiu. To wspaniałe miejsce dla twórców, tak inspirujące!
Masz jakieś ulubione miejsce w Warszawie?
Uwielbiam widok z trzydziestego piętra Pałacu Kultury, uwielbiam także odpoczywać w ogrodzie na dachu Uniwersytety Warszawskiego. Mam zamiar odwiedzić Warszawę w lecie i zostać tutaj na dłużej, być może wtedy odkryję tutaj nowe, nieznane miejsca.
Koncertowaliście także w innych miastach w Polsce, jak Wrocław, czy Lublin. Jak postrzegasz Polskę? Jakie było Twoje pierwsze wrażenie?
To dziwne, ale czuję się tutaj bardzo swobodnie, wręcz swojsko, że chyba musiałam w poprzednim życiu mieszkać w Polsce. Mój ojciec urodził się we Wrocławiu na Śląsku w 1941 roku, być może odziedziczyłam po nim trochę polskości.
Masz jakieś szczególne wspomnienia związane z wizytami w Polsce? Być może coś, co Cię zaskoczyło?
Kiedy pierwszy raz byłam w Polsce i chodziłam na różne imprezy, zdziwiło mnie, że tylko mężczyźni pili wódkę, kobiety tylko przyglądały się i piły herbatę. Potem okazało się, że w większości przypadków nie była to zwykła wódka, lecz bardzo mocna. Moje doświadczenia z nią skończyły się po dwóch kieliszkach, kiedy zwyczajnie straciłam świadomość.
Chciałabym teraz zapytać Cię o Wasz najnowszy album. Skąd wzięła się nazwa LArrabiata? (wł.: wściekły).
LArrabiata to nazwa bardzo pikantnego włoskiego sosu do makaronu. Kobiety gotują ten sos, gdy chcą za coś ukarać męża, jest to jeden ze sposobów wyrażania swojej dezaprobaty. Wiele piosenek na tej płycie wyraża mój sprzeciw wobec praw jakim rządzi się ten świat i jakie na co dzień musimy zaakceptować. Dlatego jestem wściekła. Po włosku Arrabiata.
Jeśli mogłabyś podsumować w kilku słowach o czym jest ten album?
O rzeczywistości, proteście, ironii, sprzecznościach.
Która z piosenek na tej płycie jest Twoją ulubioną?
Och
to zmienia się tak często. Szybko nudzę piosenkami przez siebie skomponowanymi
Ulubionymi zazwyczaj są te, które ostatnio skomponowałam
w tym momencie jest to więc piosenka Outside, która znajdzie się na naszym trzecim albumie.
Gdybyś mogła powiedzieć jaki jest główny cel muzyki, performanceu, coś w rodzaju motto, którym się kierujesz. Co by to było?
Bądź sobą bez względu na to, co inni mówią!