Gienek Loska Band to zespół, który tworzą Gienek Loska (wokal, gitara), klawiszowiec Marcin Młynarczyk, basista Tomek Setlak oraz gitarzysta Andrzej "Makar" Makarewicz. Loska opowiedział nam o ich debiutanckiej płycie Hazardzista, której premiera odbyła się 21 listopada oraz o swoich wspomnieniach związanych z programem X Factor.
Aleksandra Basiukiewicz: Jak zmieniło się Pana życie po programie X Factor?
Gienek Loska: Jest nowy głęboki oddech. Niedługo na bezdechu tlen się skończy i trzeba będzie z tym oddechem coś zrobić znowu. Znowu będzie głęboki oddech, taka jest cyklika tego wszystkiego. Trochę przybyło na koncie, trochę więcej grania. Jak zwykle rozpierducha w życiu. Tyle się zmieniło.
Jak wspomina Pan castingi i pobyt w programie? Czy liczył Pan na zwycięstwo?
Gdy szedłem do tego programu, to wiedziałem, że dojdę do finału.
A dlaczego zgłosił się Pan akurat do tego programu?
Bo program musi być nowy, żeby został zapamiętany. Dalej masz głowę, więc kombinuj sam.
W jaki sposób świętował Pan swój sukces?
Byliśmy na afterparty. Dałem na żywo jeszcze wywiad w jakimś portalu, wsiedliśmy w taksówkę i pojechaliśmy na afterparty. Zaśpiewałem tam z czapy jeden kawałek, posiedzieliśmy trochę przy barze, poznałem się z paroma ludźmi i wróciliśmy do hotelu. Następnego dnia rzuciłem workiem ze wszystkimi moimi ubraniami. Wtedy zobaczyłem kolesia z aparatem, który narobił mi zdjęć. Bardzo chciałbym je odzyskać. Później wsiedliśmy w samochód i wróciliśmy do Wrocławia.
Proszę powiedzieć o swoich odczuciach związanych z programem co Panu najbardziej zapadło w pamięć?
Miłe chwile za ekranem, przed momentem jego otwarcia i kiedy były robione próby najpierw normalne, potem przebierane i generalne. Bardzo blisko zaprzyjaźniłem się z Gustlikiem, czyli Gustawem i bardzo miło go wspominam. Dzwonimy do siebie, a czasem się widzimy. Resztę znałem z Mam Talentu. No i ochroniarze, obsługa z Krakowa ich znałem jeszcze wcześniej. Czułem się jak w domu.
Czy utrzymuje Pan kontakt z pozostałymi uczestnikami programu X Factor kontynuujecie znajomość?
Bardzo blisko poznałem się z Williamem Malcolmem. Poznałem jego mentalność. On w zasadzie nie wie, kim jest, bo wychowany tutaj, a gada z akcentem. Rodzice są skąd są. Trochę zagubiony w czasie. Trochę tak jak ja. To jest bratnia dusza. Poznałem się z Michałem, ale nie utrzymujemy kontaktów. Poznałem Adę, po zakończeniu programu zagraliśmy nawet wspólnie w paru koncertach.
A nie myślał Pan o nagraniu duetu z którymś z uczestników?
Sentymentalnie powiedziałbym, że z każdym chciałbym zaśpiewać w duecie. Sentymentalnie również dodałbym, że najbardziej widzę w tej roli Williego, lecz to wcale nie musi się stać.
Co by Pan zrobił, gdyby nie ten program? Jak potoczyłaby się pańska kariera muzyczna? Czy nagrałby Pan płytę?
Oczywiście, że bym nagrał. Ale myślę, że w końcu musiało się coś stać. Wątpię, że padłbym na dno. Prowadzę w miarę ustatkowane życie. Wydaje mi się, że żarłoby mnie to, gdybym wykonywał jakiś inny zawód np. zrobiłbym licencję spawacza. Podejrzewam, że gryzłoby mnie do końca życia, że zaprzepaściłem coś, co kocham. Także trwam w tym dalej i mam ogromną nadzieję, że mi się uda. To jest tak naprawdę ciągła walka o ogień.
Proszę opowiedzieć coś o debiutanckim albumie Gienek Loska Band Hazardzista. Jak powstawała?
Ta płyta została zrobiona na jednym wielkim wdechu powietrza. Przerywaliśmy trasę koncertową na trzy, cztery dni, żeby zrobić próby, zarejestrować co się da i znowu ruszaliśmy w trasę. Część kompozycji była, część dopisał i zaaranżował Makar. Chłopaki znali materiał.. Później parę dubli, kimanie, śniadanie. I tak przez cztery miesiące. Tak była robiona ta płyta.
Co Pana inspirowało przy tworzeniu utworów?
Inspiracją była desperacja jak zawsze. Jeśli coś się dzieje, coś wisi na włosku albo coś się buduje bardzo progresywnie, to zaczyna się pewnego rodzaju hazard.
Czy teraz, kiedy nagrał Pan wraz z zespołem upragnioną płytę, planuje urlop, czy zapowiada się jeszcze większa praca poprzez trasę koncertową?
Będzie zasłużona trasa, potem zasłużona stagnacja. Trzeba poleżeć, to wszystko strawić, odpocząć, a następnie ze świeżą głową brać się za kolejną część trasy lub nawet kolejną płytę. A jest już materiał chyba na trzy krążki.
Wystąpił Pan gościnnie w filmie Wygrany Wiesława Saniewskiego. Czy wiąże Pan w jakimś choćby najmniejszym stopniu swoją przyszłość z aktorstwem?
Nie sądzę by mi coś zaproponowano. Jeśli za pół roku rok będę w aktorstwie wybitnie dobry, to nawet sam się gdzieś zgłoszę. Jednak tak, to nie myślę o tym, ponieważ jestem zwyczajnym profanem. Jestem od śpiewania i to, co mi się udaje, co czuję śpiewając, melorecytując i dramatyzując, jest moje i muszę to robić.
Jakie na tę chwilę jest Pana największe marzenie?
Jestem na etapie urzeczywistniania marzeń. Bardzo dużo dzieje się w moim życiu, w karierze, dlatego chciałbym, aby wszystko szło zgodnie z planem.
I tego Panu życzę.