Chociaż na co dzień mieszka w Stanach, z chęcia zawsze wraca do Polski. Właśnie odwiedził ojczyznę, by wspólnie z Katie Meluą dać kilka koncertów przed polską publicznością. Jakub Żak - bo o nim właśnie mowa opowiada o swoim nowym albumie.
Gdzie jest Pan sercem? W Stanach czy Polsce?
Zdecydowanie w Polsce.
Często Pan przyjeżdża do kraju?
Zwykle raz w roku. Czasami częściej.
Jak to się w ogóle stało, że będzie Pan supportował polskie występy Katie Melua?
Mój management wysłał moją muzykę z propozycją supportu do Katie, i pomysł się spodobał.
Jest Panu bliska jej twórczość?
Znam jej muzykę i od czasu do czasu włączam sobie jej płyty. Myślę, że jest w niej coś bardzo autentycznego i bardzo sobie to cenię.
A gdyby Pan mógł wybrać, u boku kogo chciałby Pan zagrać, byłby lub byłaby to...
Lubię robić własne projekty, ale jeżeli miałbym wybrać i byłaby taka możliwość to zdecydowanie Bjork.
Oprócz solowej kariery zdarza się Panu pisać utwory dla innych. Woli Pan komponować dla kogoś czy siebie? Czy inaczej podchodzi Pan do obu rodzajów kompozycji?
W przypadku muzyki klasycznej dosyć często kompozytor pisze dla konkretnych wykonawców, lub współpracuje z innymi artystami. Ja nie mam problemu z pisaniem dla innych, ale ważne jest to żeby najpierw znaleźć wspólny język. Nie lubię natomiast kiedy ktoś próbuje mi narzucić swoją wizję, do której ja nie jestem przekonany. Staram się takich sytuacji unikać.
Jednym z utworów, które napisał Pan na zamówienie była piosenka dla rapera Gorzkiego. Jego twórczość ma niewiele wspólnego z muzyka klasyczną. Czy to oznacza, że odnajduje się Pan w każdym gatunku? Czy jest taki rodzaj muzyki, którego Pan się nie podejmie tworzyć?
Nie jestem ani producentem muzyki rap, ani nie piszę piosenek popowych, ale od czasu do czasu pozwalam sobie na małe wyzwania i wtedy robię coś w innej stylistyce. Jednak traktuje to wyłącznie jako swego rodzaju ćwiczenie, przy którym mogę się czegoś nowego nauczyć.
Ma Pan solidne wykształcenie muzyczne - Akademia Muzyczna w Krakowie, studia kompozycji w Wielkiej Brytanii, studia w słynnej Juillard School of Music w Nowym Jorku. Czy zaobserwował Pan, aby podejście do kształcenia muzycznego w tych krajach czymś się różniło? Które studia wspomina Pan najlepiej i które dały Panu najwięcej.
Akademię Muzyczną w Krakowie wspominam bardzo dobrze. Spędziłem tam najwięcej czasu i chyba się tam najwięcej nauczyłem. Później w Juilliard mogłem uzupełnić braki i też był to dla mnie wspaniały czas. Różnice są zdecydowanie w systemie nauczania. W Stanach uczelnie są bardzo rygorystyczne, ale również świetnie zorganizowane. Frekwencja musi być niemalże stuprocentowa. Zwykle w trakcie roku można opuścić nie więcej niż trzy wykłady. Jeżeli dobrze pamiętam to podczas moich całych studiów opuściłem zajęcia dwukrotnie.
Chyba ciężka nauka się opłaciła, bo zaledwie w wieku 18 lat wydał Pan swoją pierwszą płytę...
Nie wiem czy to ciężka nauka, czy może raczej trochę szczęścia. Wysłałem płyty demo w różne miejsca i akurat duża wytwórnia się moją muzyką zainteresowała.
Skąd pomysł na pseudonim Jakub Żak? Chyba za granicą, gdzie Pan obecnie przebywa, równie ciężko się wymawia jak Pana prawdziwe nazwisko Ciupiński.
Pseudonimu Żak używam tylko w Polsce. Wybrałem sobie to jako pseudonim kiedy wydawałem pierwszą płytę. Chciałem oddzielić muzykę klasyczną (Ciupiński) od rozrywkowej (Żak). Moje prawdziwe nazwisko rzeczywiście nie jest łatwe za granicą, ale można z tym żyć.
Niedawno swoją premierę miał pański trzeci album. Poprzedni White Crocodile był przepełniony etnicznymi brzmieniami, nowy album jest zupełnie inny.
Tak. Jest na nim bardzo niewiele brzmień etnicznych. To raczej spokojna muzyka elektroniczna z wokalami.
Tytuł Pana nowego albumu - Dezyderata, to także poemat Maksa Erhmanna, który zawiera wskazówki na temat dobrego życia. Na Pana albumie można znaleźć utwory o tytułach Unikaj głośnych, Bądź sobą, Twoje plany. Czy jest on dla Pana swego rodzaju drogowskazem jak dobrze i szczęśliwie żyć?
Myślę, że tak. Tekst bardzo mnie zainspirował, i chciałem zrobić płytę związaną z nim. Nie są to jednak piosenki do tekstu. Wybrałem fragmenty z Dezyderaty i one się pojawiają sporadycznie w różnych utworach.
A Pana przepis na dobre życie?
Dezyderata jest pewnie jednym z lepszych przepisów. Problemem jednak jest to jak według tego przepisu żyć. Ja się staram, ale to nie jest łatwe.
Który utwór z tego albumu jest Pana ulubionym i niesie ze sobą największy ładunek emocjonalny?
Ja o tej płycie myślę jako całości i zupełnie szczerze mogę powiedzieć, że nie mam ulubionego fragmentu.
Minęło kilka dni od premiery albumu i nie ma już powrotu. Jest coś w nim co chciałby Pan zmienić?
Płytę skończyłem w 2010 roku i od tamtego czasu miałem bardzo dużo czasu na drobne poprawki. W tej chwili już niczego bym nie zmieniał.
Z czego jest Pan szczególnie zadowolony?
Z płyty jako całości. Jestem również bardzo zadowolony z wideo klipu do jednego z utworów, a także z okładki, która bardzo pasuje do tego albumu.
Okładka Dezyderaty znalazła się na blogu poświęconym najlepszym okładkom płyt. Kto jest jej autorem?
Autorem okładki jest bardzo utalentowany artysta, Ryan Hartley, którego poznałem w Nowym Jorku. Byłem na wystawie jego prac i od razu zrozumiałem, że jego styl idealnie pasuje do mojej płyty. Zaproponowałem mu współpracę i zasugerowałem motyw koperty i papieru. Powstało wiele różnych wersji, aż w końcu udało się znaleźć idealny projekt, z którego jestem bardzo zadowolony.
Przedstawia ona rysunek kartki pocztowej, listu. Natomiast jednym z utworów jest P.S.. Pisze Pan jeszcze listy, takie papierowe?
Niestety nie i powoli zapominam jak się pisze ręcznie. Posługuję się już wyłącznie komputerem i gadżetami elektronicznymi. Zdaje się, że to już jest typowe w przypadku mojego pokolenia. Dlatego pewnie mam wielki sentyment do widoku listu w kopercie i pisma ręcznego.
Koncerty przed Katie Meluą będą doskonałą okazją, by zaprezentować nowy album publiczności. Czy ma Pan jakieś obawy, a może tremę w związku z tym?
Nie. Tremy nie mam, jestem bardzo zadowolony, że mogę się z publicznością czymś nowym podzielić. Jest to również ciekawe doświadczenie dla mnie ponieważ nigdy wcześniej nikogo nie supportowałem.
Jakie są Pana najbliższe plany. Czy oprócz wyżej wspomnianych koncertów, można będzie Pana gdzieś jeszcze usłyszeć?
Przede mną raczej projekty studyjne, więc w najbliższym czasie koncertów nie planuję.