Każdy, kto słucha Artybishops w pewnym sensie spotyka się z nami.
Artybishops istnieją od 2007 roku, zaczynali jako duet, w którym muzyką i produkcją zajął się Piotr Cichocki znany także jako DJ Lux, co swoim zjawiskowym głosem i nieziemskim imagem uzupełniła Kasia Brzostek. Wkrótce skład zespołu uzupełnili Łukasz Stachowiak, Igor Chołda i Janek Sobolewski, tworzący gęstą, hipnotyczną sekcję rytmiczną, jeden z wyznaczników niezwykłego brzmienia Artybishops. Grupa w tym składzie opracowała precyzyjny i spójny materiał, który z powodzeniem zaczęła prezentować na koncertach. O pralkach, przebojach i znajomości języków rozmawialiśmy z Piotrkiem i Jankiem.
Co dał wam występ w Hit Generetorze? Wiecie jak stworzyć przebój?
Piotrek: Mamy trochę inne podejście do muzyki. Gramy głównie dla siebie, dla znajomych. Najważniejsza jest satysfakcja, a nie tworzenie czegoś pod komercyjny target.
Jesteście więc zespołem niszowym?
Piotrek: Jesteśmy grupą przyjaciół tworzących muzykę z wewnętrznej potrzeby.
Poczuliście jednak potrzebę wystartowania w programie.
Piotrek: Nie zgłaszaliśmy się do telewizji, ale zostaliśmy odkryci przez profil na myspace. Myślę, że nasza muzyka ma cechy przebojowości i teatralności. Jest to pewna zabawa konwencjami, ale nie cel sam w sobie.
Widać to w waszej muzyce, która jest składa się z wielu elementów. Skąd pomysł na taką formę? Jak powstali Artybishops?
Piotrek: Wcześniej tworzyłem muzykę odnoszącą się do electro czy indie rocka. Inspirowali mnie tacy artyści jak Wire czy Public Image Ltd.. W pewnym momencie pomyślałem, że fajnie byłoby ubarwić ją paroma elementami. Chciałem spełnić się w kompozycyjno-popowych próbach i dodać im nieco melodyjności. Zafascynowały mnie też rytmy brazylijskie. U podstaw powstania Artybishops leżała więc chęć stworzenia projektu z elementów, które nam pasowały.
Do muzyki pasuje też teledysk, który powstał do utworu Dive. Kto jest autorem klipu?
Piotrek: Teledysk powstawał bardzo długo . Przewinęło się mnóstwo osób mających mniej lub bardziej dziwne pomysły na klip, aż w końcu trafiliśmy na Marcina i Krzysztofa Jańców. Na początku wydawali się dość mocno zakręceni, ale kiedy zaczęli ustawiać nas na planie, okazało się, że są profesjonalistami i perfekcjonistami. To najlepsi reżyserowie, z jakimi przyszło nam pracować.
Janek: Teledysk nakręciliśmy w jeden dzień. Najwięcej czasu zajęło nam gromadzenie rekwizytów. Objechaliśmy wszystkich znajomych. Odwiedziliśmy też pana w serwisie pralek.
Czy trudno było zebrać muzyków do stworzenia tak specyficznego zespołu? Podobno Kasię, wokalistkę, znaleźliście przez ogłoszenie?
Piotrek: Z Kasią znaliśmy się wcześniej, ale kiedy przeczytała ogłoszenie nie wiedziała, że ja, to ja. Jej głos o ciekawej barwie bardzo pasował muzycznie. Później poznałem Łukasza, któremu spodobało się to, co powstawało pod szyldem Artybishops. Perkusistę Łukasz znał z innego składu.
Co inspiruje was do tworzenia takiego typu muzyki?
Piotrek: Każdy z nas słucha dużo różnej muzyki, w zależności od nastroju. Inspirujemy się głównie wzajemnym graniem. Każdy coś wnosi do zespołu. Piotrek przynosi podkłady na komputerze, które mają swoje brzmienie. Kiedy dochodzą do tego bębny, powstaje coś innego. Jeśli coś nas inspiruje w twórczości innych artystów to ciekawe rozwiązania muzyczne i aranżacyjne. Nie kopiujemy piosenek. Myślimy o własnej wizji muzyki.
Dlaczego śpiewacie po angielsku?
Janek: Bo nie znamy polskiego. Angielskiego w sumie też nie. (śmiech)
Teksty nie brzmią dobrze po polsku?
Piotrek: Nasz język jest trochę ograniczający. Mamy wrażenie, że aby zrobić w kraju karierę popową, mainstreamową należy śpiewać po polsku, a my nie chcemy trafić do głównego nurtu...
I dlatego wzięliście udział w Hit Generatorze? Zebraliście bardzo dobre recenzje ludzi tworzących muzykę popularną.
Piotrek: Bardzo nas to zaskoczyło, ale też ucieszyło. Śpiewanie po polsku zamyka granice geograficzne. Nie możemy być w pełni odbierani przez ludzi, którzy nie posługują się tym językiem, a mamy sygnały, że nasza muzyka trafiła do Australii, Hiszpanii, Meksyku czy Indonezji. Tam nasza twórczość trafiła w pełni, słuchacze nie muszą domyślać się, o co chodzi. Z perspektywy czasu myślę, że teraz moglibyśmy nagrać piosenkę po polsku. Pod warunkiem, że tekst brzmiałby bardzo dobrze. Naszym celem jest bowiem robienie wszystkiego najlepiej jak potrafimy.
Janek: Trochę mnie dziwi, że wszyscy pytają, czemu śpiewamy po angielsku.
Może dlatego, że nie wszyscy go znają?
Janek: Język angielski jest w tym momencie językiem powszechnym.
Piotrek: Poza tym, najpierw pojawiła się muzyka, później pomysł na jej promocję. To, co tworzymy jest bardzo personalne. Każdy, kto słucha Artybishops w pewnym sensie spotyka się z nami.
Macie za sobą wydanie płyty i występ w telewizji. Co planujecie w najbliższej przyszłości? Myślicie już o kolejnej płycie?
Piotrek: Skupiamy się na koncertach i nowej płycie. Trochę jammujemy i wypróbowujemy nowy materiał. Chociaż nie mamy jeszcze konkretnego planu wejścia do studia, na jesieni ukaże się EPka z jednym z utworów z Take the Artybishops, kilka remiksów i niespodzianka.
Uchylisz rąbka tajemnicy?
Piotrek: Będzie to utwór związany w pewnym egzotycznym instrumentem.
Czekam więc niecierpliwie na Epkę i dziękuję za rozmowę.