Chciałabym zaśpiewać o karczowaniu lasu.
Kasia Cerekwicka po trzech latach od wydania ostatniego albumu, wraca z płytą Fe-Male. Zapytaliśmy ją o odważny album, siłę, mężczyzn, wrażliwość oraz co zmienia się po trzydziestce.
Ponoć uczęszczałaś do technikum samochodowego. Sama naprawiasz swój samochód?
Absolutnie nie czuję się mechanikiem. Nie skończyłam tej szkoły, to wymysł dziennikarzy. Chodziłam później do zwykłego liceum ogólnokształcącego.
A śpiewasz kiedy prowadzisz?
Nie mam nawet prawa jazdy. Bardzo lubię samochody. Podoba mi się Ford Mustang, który podobno jest bardzo niepraktyczny na nasze polskie drogi. Poza tym, w dużym mieście bardzo trudno o miejsce do parkowania.
W takim razie gdzie powstają twoje utwory?
Najczęściej w domu. Muszę mieć do tworzenia fajną atmosferę bezpieczną i cichą. Często też tworzę w pociągu. Kiedy jeździłam na studia do Katowic często udawało mi się coś skrobnąć. Zwłaszcza rano miałam natchnienie.
Co cię inspiruje?
Wszystko. Najbardziej inspiruje mnie moje życie. Chyba nie umiałabym śpiewać o czymś, co mnie nie dotyczy, bo wydaje mi się, że nie byłabym wtedy prawdziwa. Obnażam się emocjonalnie, ale będąc osobą popularną i tak nie mam życia prywatnego.
Nauczyłaś się radzić sobie z popularnością?
Nie, miałam z tym duży problem, chociaż niektórzy mogą twierdzić, że nie jestem bardzo popularna. Ludzie jednak mnie rozpoznają. Jestem osobą dość nieśmiałą i czuję na sobie ich spojrzenia, nie muszą nawet nic mówić. Oczywiście sytuacje, kiedy ktoś podejdzie się przywitać czy powie, że jestem mniejsza niż w telewizji są bardzo miłe (śmiech). Najbardziej jednak bolą kłamstwa dziennikarzy. Na przykład przez piosenkę Na kolanach doklejono mi łatkę kobiety walczącej i nienawidzącej mężczyzn, która zmienia ich jak rękawiczki, a tymczasem jest odwrotnie. Swoich partnerów traktowałam zawsze bardzo serio i nie było ich wielu. Teraz wystarczy by ktoś zobaczył mnie z fryzjerem, stylistą czy kolegą z zespołu by zaczęto plotkować. Informacje o moich rzekomych romansach czy nowych chłopakach uderzają nie tylko we mnie, ale też we wciągnięte w to osoby.
Może wszyscy koncentrują się na tym ponieważ śpiewasz głównie o miłości?
Bardzo chciałabym zaśpiewać piosenkę o karczowaniu lasu, ale nie czuję tego. Miłość jest uniwersalnym tematem bo chyba każdy był kiedyś zakochany. Nie ważne ile mamy lat, te emocje pojawiają się w naszym życiu. Nawet jeżeli czasem zmieniają kolor, pozostają aktualne.
Czy to według ciebie jest muzyka dla kobiet?
Myślę, że jest to muzyka głównie kobieca, ale już sam tytuł mojej płyty, Fe-Male, podkreśla istotną rolę mężczyzn. Bez nich świat byłby nudny (śmiech). Poza tym płyta może być dla mężczyzn encyklopedią kobiet. Kiedy posłuchają mojej płyty zrozumieją jak myślą i co czują kobiety oraz jak oni sami są przez nie odbierani.
Czy potrafiłabyś powiedzieć co to w ogóle jest muzyka dla kobiet? Czy mówi głównie uczuciach? Ty śpiewasz tylko o miłości...
Nie śpiewam tylko o tym. Mam też piosenki mówiące o tym, że można być szczęśliwą singielką. Żyjemy czasach kiedy kobiety nie muszą realizować się przez związek i dzieci, bo w pewnym wieku tak wypada. Moim zdaniem trzydziestolatki są takie, jak niegdyś dwudziestolatki. Dopiero wtedy poznajemy życie, znamy swoje potrzeby i oczekiwania. W związku z tym nie funkcjonuje już pojęcie starej panny. Jest za to singielka z wyboru. Jestem romantyczką i wierzę w miłość, ale wiem też, że jest to ciężka partnerska praca.
Teraz dopiero ludzie przypną ci łatkę twardzielki.
Nie, bo po własnych miłosnych perypetiach nie mówię, że mężczyźni są do bani. Poznałam w życiu fajnych facetów i żaden nie był zły. Po prostu życie czasem weryfikuje nasze plany i drogi się rozmijają. Przez większość czasu i tak uczymy się siebie. Każdy ma okres buntu, po którym przychodzi czas stabilizacji, kiedy spotyka się swoją połówkę i zakłada rodzinę. Wierzę, że i dla mnie taki czas nastanie.
Twoja najnowsza płyta jest zdecydowanie mocniejsza od poprzednich. Mówię tu zarówno o warstwie tekstowej, jak i twoim wyglądzie. Co było bodźcem tych zmian?
Życie. Jestem osobą empatyczną, która nasiąka emocjami jak gąbka. Za bardzo brałam do siebie słowa krytyki. Przejmowałam się rzeczami, które powinnam pozostawić innym. Przyszedł jednak moment, kiedy powiedziałam sobie dosyć. Nie chcę już martwić się tym co będzie jutro, czy dam sobie radę jeśli nie będę mogła śpiewać albo ludzie przestaną chcieć mnie słuchać. Ciągle targały mną wewnętrzne rozterki, aż przyszła magiczna trzydziecha i zmieniły się priorytety. Stwierdziłam, że mam fajne życie, robię to co chcę i nie brakuje mi na własne potrzeby. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko mężczyzny i pewnej stabilizacji, ale jakoś sobie w życiu radzę. Nawet mimo mojej wrażliwości, która wcale nie pomaga żyć w środowisku, dla którego jestem produktem marketingowym. Nikt nie patrzy na mnie jak na człowieka, który coś czuje i ma coś do przekazania. Musiałam to sobie przemyśleć. Proces dochodzenia do etapu, na którym jestem teraz, trwał rok i zakończył się nagraniem płyty. Stwierdziłam, że nie chcę już śpiewać smutnych piosenek tylko będę przywoływać swoje szczęście. Zaczęłam myśleć pozytywnie, pogodziłam się, że świat jest taki, a nie inny i niektórych bardziej od muzyki będą obchodziły elementy mojego życia prywatnego. A ja nie mam faceta. Nie mam nawet kota (śmiech). Jedyne co mogę pokazać i o czym mogę mówić to muzyka i to, co chcę przez nią przekazać innym.
Bardzo bronisz swojej prywatności.
Tak. Popełniłam parę razy błąd i opowiadałam o swoim życiu prywatnym. Bo kiedy człowiek jest zakochany, nie myśli racjonalnie. Chce dzielić się swoją radością ze wszystkimi. Ja też wpadłam w tę pułapkę i chciałam na łamach prasy opowiedzieć, że jest super. Ja rzeczywiście tym żyłam. Na jakiś czas zrezygnowałam nawet z kariery. Wszystko się jednak skończyło przed ukazaniem się wywiadu i przypięto mi łatkę niestabilnej artystki para ze sobą zerwała jeszcze przed publikacją. To był najgorszy moment w moim życiu, kiedy czytałam własne słowa i pamiętałam, jak bardzo byłam zakochana. Ktoś mi powiedział, że kiedy opowiada się o związku na łamach prasy, on się rozpadnie. Coś w tym jest. Może ktoś mi pozazdrościł...
Ludzie czekają, aż ktoś upadnie.
Tak, Polacy wolą upadki, żeby móc współczuć albo powiedzieć Dobrze mu tak! niż cieszyć się z tego, że ktoś jest szczęśliwy. Nasz naród szczęście innych bardzo boli.
Ale ty dasz sobie z tym radę. Masz siłę, płytę... Co dalej?
Praca i koncerty, ponieważ za tym zatęskniłam i to jest mój żywioł. Mimo wszystko jest to coś, co bardzo kocham. Po raz kolejny stwierdzam, że muzyka jest to miłość, która w moim życiu trwa najdłużej. Ona daje mi największe szczęście, pozwala się realizować i dodaje pewności siebie. Chciałabym zajmować się muzyką jak najdłużej.