Rock kontra muzyka poważna, gitary kontra wiolonczele.
5 czerwca, na Tarnowskim rynku Totentanz zagrał niepowtarzalny, wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju koncert w towarzystwie dwudziestoosobowej Tarnowskiej orkiestry kameralnej. Zadaliśmy więc rockendrolowcom kilka pytań...
Jak narodził się pomysł zagrania z prawdziwą orkiestrą?
Propozycja padła ze strony tarnowskiego Wydziału Kultury, a konkretnie od dyrektora wydziału Marcina Sobczyka. Pomysł uznaliśmy za wspaniały i jeszcze w zeszłym roku rozpoczęło się planowanie przedsięwzięcia. Naszym zdaniem strzał w dziesiątkę.
Jak przebiegały próby z taką ilością muzyków?
Najwięcej stresu było przed próbami. Jak się okazało, gdy znaleźliśmy się wreszcie w jednym pomieszczeniu (pierwsza próba miała miejsce w sali miejskiego teatru) wszystko poszło gładko i bezproblemowo, co świadczy o wysokim profesjonaliźmie z obu stron. Kiedy daje się z siebie wszystko, nie może się nie udać.
Jak do waszej muzyki podeszli muzycy z orkiestry?
Na początku wydawało nam się, że niezbyt im to podchodzi, tym bardziej, że gdy po raz pierwszy odkręciliśmy wzmacniacze na próbie, ze strony muzyków padły uwagi, że kompletnie nie słyszą siebie nawzajem. Podczas późniejszych kuluarowych pogawędek dowiedzieliśmy się, że jest to dla nich coś nowego, i przez swoją inność od dotychczasowych działań bardzo atrakcyjnego. Z takich uwag możemy się tylko cieszyć.
Czy gra z orkiestrą wymagała od was wprowadzenia zmian w kawałkach Totentanz?
Pewne modyfikacje musiały zostać wprowadzone. I po usłyszeniu pierwszych aranży, zgodnie stwierdzamy, że materiał jest inny, ale podoba nam się tak samo jak w oryginale. Wspaniałą robotę wykonał tu Bartek Szułakiewicz, który zajął się nie tylko stworzeniem nowych aranżacji i rozpisaniem ich na partytury, ale także objął batutę dyrygenta. To szalenie utalentowany i zdolny człowiek.
Jaki cel przyświecał temu koncertowi?
Celem było zderzenie sfer muzycznych, które na co dzień nie współistnieją w harmonii. Rock kontra muzyka poważna, gitary kontra wiolonczele. Chcieliśmy udowodnić, że łącząc różne rodzaje grania można stworzyć spójną całość i tym samym połączyć też słuchaczy. Być może niektórzy fani ciężkiej muzyki na koncercie po raz pierwszy świadomie posłuchali smyczków i docenili to. Z okrzyków i owacji, które towarzyszyły nam przed, w trakcie i po koncercie możemy śmiało wywnioskować, że zostali zmiażdżeni.
Czy trema przed takim występem jest większa niż przed zwyklym?
Jak zawsze przed czymś nowym. My w zasadzie nie graliśmy nic nowego, ale między innymi świadomość, że koncert jest rejestrowany i ma zostać wydany w formie płyty dvd sprawił, że chcieliśmy dać najlepszy występ w życiu. Zagraliśmy już tyle koncertów, że nie paraliżuje nas strach przed wyjściem na scenę, ale tym razem miało dojść do nietypowego zderzenia i jak zwykle publiczność miała zadecydować jak bardzo udanego. Reakcja tłumu naszych fanów przeszła nasze oczekiwania. Było szaleństwo, zabawa, wspólne śpiewanie tekstów i zero chamstwa. W końcu rokendrol to też kultura.