Kayah: Muzyka klasyczna przywraca w moim życiu ład.
Jak traktuje Pani występ na Kwartesencji? Jako jednorazowy artystyczny eksperyment? Czy może jako kolejny etap w muzycznych podróżach, jakie odbywa Pani w swojej karierze?
Występ traktuję jak najbardziej poważnie, bowiem bardzo szanuję ten kwartet i wiem że oni też poważnie do tego podchodzą. To z pewnością nowe doświadczenie dla nas wszystkich, trochę żart, trochę eksperyment, ale ponieważ darzymy się sympatią, myślę że też ogromna frajda.
W jaki sposób dobieraliście repertuar na wspólny koncert? Czy były to wyłącznie Pani decyzje, czy wspólne?
Wolałam oprzeć się na ich sugestiach. Sama nie wiele mam pojęcia o możliwościach adaptacyjnych muzyki rozrywkowej na klasyczny kwartet. Moje korekty były niewielkie. Po prostu wyrzuciłam z listy utwory dla mnie emocjonalnie obojętne.
Co myśli Pani o takich nietypowych muzycznych spotkaniach, jakie proponuje Kwartesencja? O mieszaniu stylów i gatunków, o wspólnych występach artystów, którzy na co dzień ze sobą nie współpracują?
To niewątpliwie akt odwagi, ale i dowód na nieskostenienie" i otwartą głowę. Na duszę oddaną muzyce, a nie stereotypom. Sama też mam w planach w przyszłości pomieszać trochę gatunków. Takim rzeczom zawsze towarzyszy nadzieja stworzenia jakiejś nowej wartości w świecie, w którym wydaje się, że wszystko już było.
Czy słucha Pani muzyki poważnej? Czy ma swoich ulubionych kompozytorów lub wykonawców?
Muzykę klasyczną uwielbiam. Zawsze kiedy w moim życiu gości chaos, ona go pięknie prostuje, a swoją elegancją i porządkiem przywraca ład. Definitywnie łagodzi też moje obyczaje, natychmiast prostuję plecy, podnoszę podbródek i inaczej formułuję zdania. Wymusza na mnie pewną elokwencję i dobre maniery. Uwielbiam Bacha, którego tak nie znosiłam na swoich lekcjach fortepianu, Mozarta, a także kompozytorów rosyjskich. Tworzyli zupełnie inne, uduchowione dzieła. Lubuję się też w operze i we wspaniałych wykonawcach arii. A Chopina uważam za niezłego jazzmana.