Po czterech latach od wielkiego wybuchu, czyli od zgarnięcia wszystkich nagród, zespół Coma ponownie zaatakował sceny Węgorzewskiego Eko Union of Rock. O tym jak się czują po powrocie, co się zmieniło a także o planach na przyszłość opowie wokalista, Piotr Rogucki.
Słyszałem Przed chwilą że pod bramami zbierają się tłumy. Wszyscy idą na Come. Co ty na to ?
Ja nie słyszałem. Ponieważ nie pozwalacie mi stąd wyjść, także nie wiem co dzieje się pod bramami (śmiech)
Węgorzewo było jednym z waszych pierwszych etapów kariery. Cztery lata temu wygraliście niemal wszystkie nagrody w części konkursowej. Jak czujesz się wracając tu, tym razem jako gwiazda wieczoru.
Kurcze, bardzo się cieszę. Dwa lata temu jakoś to wszystko nie wypaliło. Były te Roszady z Soulfly, chłopaki nie mogli dojechać i właściwie to niewiadomo było czy publiczność przyszła na nas czy czekała na Soulfly. Wynikło z tego niezłe zamieszanie i właściwie mieliśmy taki Stosunek przerywany z publicznością. Tym razem wszystko odbędzie się zgodnie z planem i zobaczymy na co nas stać na scenie która nas wychowała.
Czy czujesz że to jest wasz festiwal ?
Nie no, nasz to na pewno nie, ale czujemy się z nim związani tak jakbyśmy byli jego wychowankami. Tak to wygląda i tak właśnie jesteśmy tutaj przyjmowani. Ekstra uczucie, bo i nam się coś udało i udało się coś festiwalowi. Potwierdził się fakt że festiwal ten jest istotną rzeczą i ważnym wydarzeniem kulturalnym dla rockowej młodzieży tego kraju.
Jednak musisz przyznać że cztery lata temu to był wasz festiwal. Chyba jako jedyna kapela w historii zgarnęliście wszystkie nagrody naraz.
Mimo iż na maturze miałem 5 z historii to historii festiwalu nie znam aż tak dobrze, więc nie wiem czy przed nami naprawdę nie było takiej kapeli. Wtedy to na pewno był nasz festiwal, ale co roku pojawiają się nowe zespoły, nowy potencjał. Czekamy na ludzi którym uda się tak samo jak nam. Festiwal się rozwija, są nowe pomysły żeby ogarnąć młode zespoły no i czekamy, zobaczymy co z tego będzie. Ja sam jestem tego bardzo ciekaw. No ale nie można powiedzieć że to nasz festiwal. To jest NASZ OGÓLNOPOLSKI ROCKOWY FESTIWAL.
Z innej beczki. Czy zamierzacie nagrać trzecią płytę ?
No jasne !
Czy zdradzisz nam kiedy ?
Wiesz, pracujemy teraz nad trzecią płytą. Właściwie to jesteśmy totalnie zaangażowani w tę pracę. Plany jak zwykle są bardzo konkretne, aczkolwiek zwykle później okazuje się że się rozmywają. Na razie nie rozmyte plany wyglądają tak że chcielibyśmy wydać płytę na początku albo w połowie października. Najpóźniej w trzecim tygodniu.
To dość szybko.
Z jednej strony nie jest to tak szybko, bo to niemal dwa i pół roku od wydania poprzedniej. Z drugiej strony ten materiał powstał w poprzednie wakacje. Pierwsza płyta powstawała przez okres pięciu lat, druga płyta mniej więcej na przestrzeni trzech lat. Ta płyta powstała w 90% w dwa tygodnie, przynajmniej jeśli chodzi o wyraz estetyczny, poetykę i ogólną koncepcje. W poprzednie wakacje powstał cały zarys szkic muzyczny. Natomiast cały następny rok to dopracowywanie aranżacji, pisanie tekstów i praca nad ogólnym obrazem, który właściwie kształtuje się teraz kiedy siedzimy w studio.
Muszę spytać o piosenki. Na pierwszej płycie najdłuższą piosenką jest Leszek Żukowski (8:15), na drugiej "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków" która ma niemal 15 minut. Jak to będzie z trzecią płytą ?
Pytasz czy zostanie pobity rekord Guinnessa ? (śmiech).
Można tak to ująć. Kiedyś powiedziałeś że Mars Volta nie bała się robić tak długich utworów więc wy też nie będziecie.
Tak, tylko nie mówiłem wtedy o Mars Volta. Mówiłem o innym zespole. Archive. My się oczywiście nie boimy, ale nie jest to również naszym celem. Oni wydają coraz dłuższe utwory, które są coraz mniej ciekawe. Naszym zadaniem jest to żeby utwór był ciekawy i żebyśmy mieli w nim coś do powiedzenia, a nie to żeby był dłuższy niż poprzedni. Wszystko zależy jak to Witos zmontuje. Może i któryś kawałek będzie miał ze dwie dychy.
Czy tworzyliście tą płytę tak jak to ostatnio jest modnę ? Wyjechaliście nad morze, w góry lub na wieś żeby tam zamknąć się na dwa tygodnie i tworzyć ?
Tak, to jest faktycznie modne, ale rozumiem, dlaczego tak jest. Wiesz, to nie było tak że siedliśmy jak Red Hot Chilli Peppers, w jakiejś fajnej willaszce koło San Francisco Francisco nagrywaliśmy płytę, mogąc sobie poimprowizować. Zamknęliśmy się rzeczywiście w górskiej chacie. Właściwie to była taka bacówka, klub muzyczny, Muzyczna Owczarnia. Dosyć znany w Polsce, bo dzieje się tam dość dużo ciekawych rzeczy. Zaprzyjaźniliśmy się tam z właścicielami. Siedzieliśmy tam dwa tygodnie skoncentrowani na grypie żołądkowej ,która nas dopadła bo piliśmy wodę prosto ze strumienia, no i na robieniu muzyki. W takich warunkach tworzyliśmy materiał (śmiech). Przyznam szczerze że rozumiem czemu zespoły decydują się na takie wyjazdy. To nie wynika to z tego że jest tam romantycznie, fajnie itp. Po prostu dzięki takiemu wyjazdowi jesteśmy skoncentrowani na pracy. Sprzęt jest cały czas rozłożony, wstajesz rano i zaczynasz grać, i tak do samego wieczora. Ekstra sprawa! Możesz poświęcić się tylko muzyce. Na pewno jeśli w przyszłości będziemy coś jeszcze robić, będziemy to robić właśnie w taki sposób.
Przecież niczego nie mogę zakładać, los jest tak zmienny