Niespokojne sny ciągle dręczą mnie, normalności nadszedł kres Zanurzam się bez tchu, rękami sięgam dna, ile jeszcze można tak? Wdarła się we mnie noc, zabijając blask, odwagi by walczyć wciąż brak Przeklinam każdy dzień, ufności mej, tak łatwo można sparzyć się Wyobraźni toń przygniata mnie Tak trudno mi wciąż obudzić się Przez otwarte oczy nie widzę już nic Jak długo można w tym kłamstwie żyć Błoga naiwność, człowiekiem rządzi wciąż, powoli zabija go Żyjąc jak swój cień, unikasz spojrzeń dnia, już do końca chcesz być sam Trudno łapać wiatr, oswoić jego moc, nierealne jest to Stojąc po kruchym szkle, trzeba świadomym być, że w końcu kiedyś zranisz się Wyobraźni toń przygniata mnie Tak trudno mi wciąż obudzić się Przez otwarte oczy nie widzę już nic Jak długo można w tym kłamstwie żyć Wypędzam z siebie strach i mrok Zabijam w sobie mrok, zabijam w sobie mrok, zabijam w sobie mrok...