|
|
 |
|
Dont panic! Were from Poland.
Niedziela, 7 grudnia 2008 roku
Tego wieczoru fani polskiej muzyki alternatywnej mogli utwierdzić się w swoim patriotyzmie. Sceptycy zastanowić się nad słusznością swojej postawy. Zagraniczni goście osobiście przekonać się o zasadności powiedzenia Polak potrafi. 2 grudnia w warszawskim klubie Palladium odbył się pierwszy koncert pod hasłem Dont panic! Were from Poland. Na stronie musicxport.pl możemy przeczytać: Naszym głównym celem jest promocja polskiej muzyki na Świecie oraz integracja kulturalna krajów z regionu środkowo-wschodniej Europy. Polska ze względu na swoją lokalizację oraz "potencjał artystyczny" ma szansę stać się najważniejszym ośrodkiem promocji i integracji kulturalnej krajów z byłego bloku wschodniego. Impreza rozpoczyna cykl koncertowo-wydawniczy: musicXport Publiczność miała okazję obserwować istny koncertowy maraton, rzadko spotykany poza letnimi festiwalami. Jedna scena, 6 godzin, 9 zespołów. Tu nie było miejsca na spóźnienia i nieplanowane bisy, wszystko musiało odbywać się zgodnie z planem, dopięte na ostatni guzik. Pełen profesjonalizm. Jeśli chodzi o zespół otwierający imprezę, to chyba nie mógł zostać dokonany wybór lepszy niż Dick4Dick. Przyznaję, po pewnym czasie forma ich występów może się już znudzić, jednak nie można zaprzeczyć, że potrafią przyciągnąć uwagę publiczności. Tym, którzy widzieli ich po raz pierwszy, został na dzień dobry zaserwowany występ poszerzony o performance Leona Dziemaszkiewicza, co mogło nieco szokować i zniesmaczać. Panowie jednak spisali się jak zwykle i myślę, że ich koncert był w stanie zaciekawić zaproszonych organizatorów zagranicznych festiwali. Następny w kolejce był Czesław Śpiewa tutaj też obyło się bez większych niespodzianek i można było dostać to, czego się oczekiwało, czyli sympatyczny, akustyczny set. Niestety ze względu na sztywne ramy czasowe zbyt krótki, by Czesław mógł pokazać pełnię swoich możliwości i pozwolić sobie na improwizację i kabaretowe wstawki żartów jednak nie zabrakło i nawet te dwadzieścia (?) minut zdołało mnie rozbujać i oczarować. Czesław był znakomitą rozgrzewką przed następnym punktem wieczoru, czyli koncertem Mitch & Mitch. Przyznam, że nie widziałam ich wcześniej na żywo, obiły mi się o uszy fragmenty ich popisów w Trójce, jednak nie wiedziałam do końca czego mogę się spodziewać. Zostałam zaskoczona na wielki plus! Energetyczny, żywiołowy występ, znakomity kontakt z publicznością, a nogi same rwały się do tańca. Czego chcieć więcej? Przy najbliższej okazji bardzo chętnie zobaczę ich na pełnometrażowym koncercie. Póki co mogę żałować, że dopiero teraz ich odkryłam. Po Mitchach przyszła kolej na debiutancki występ projektu NO!NO!NO!, projektu wielce obiecującego, bo składającego się z Przemka Myszora i Wojtka Powagi z Myslovitz i Tomka Makowieckiego na wokalu. Niestety okazało się, że moje oczekiwania wobec tych panów były zbyt wysokie. Mogło być naprawdę ciekawie, a dostaliśmy pomijając już problemy techniczne zestaw piosenek, w których słychać było i Myslovitz, i Makowiecki Band, i nawet Lenny Valentino, natomiast zero oryginalnego pomysłu na zespół. Może jednak lepiej wstrzymać się z sądami do lutego przyszłego roku, kiedy to ma ukazać się pierwsza płyta NO!NO!NO!. Wobec Pustek nie miałam zbyt wielkich oczekiwań kiedyś lubiłam ich bardziej, teraz nieco mniej, jednak słyszane wcześniej fragmenty nowej płyty zaciekawiły mnie na tyle, by móc liczyć na udany występ. Nie zawiodłam się, materiał grany na żywo wydaje się brzmieć nawet lepiej niż w wersji studyjnej i naprawdę przyjemnie się tego słucha, więc już czekam na Offensywę Deluxe. Dziwiły mnie tylko szaleńcze piski niektórych przedstawicielek żeńskiej części publiczności i przesadnie dynamiczne podskoki tychże, ale nie wiem, może ja po prostu jestem już za stara i się nie znam. Po Pustkach nadszedł czas na ostatni dla mnie występ tego wieczoru, czyli Silver Rocket. Widziałam ich 2 tygodnie wcześniej na koncercie w radiowej Trójce, gdzie według mnie zagrali wręcz fenomenalnie, tym samym ustawiając sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Niestety tym razem było trochę gorzej z powodu ograniczeń czasowych nie dało się zagrać w całości Tesli, który jako koncept album najlepiej brzmi grany od początku do końca. Trochę dziwił też brak na scenie Tomka Makowieckiego, a obecność Leona Dziemaszkiewicza, który swym tańcem chciał zapewne wzbogacić koncert ja się jednak cieszę, że dość szybko z tego zrezygnował. Podsumowując: koncerty naprawdę warte zobaczenia, nie wiem jak wypadli Loco Star Oszibarack i Los Pierdols, jednak już 2/3 składu wystarczyły, by można było zaliczyć to wydarzenie do udanych. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że cel organizatorów został osiągnięty, a impreza już na stale wpisze się do muzycznego kalendarza Warszawy. Ja na pewno będę czekać na powtórkę w przyszłym roku.
Barbara Gubernat
|
|
|
 |
|
|
 |
 |
 |
Premiera klipu DwaZera "Biznes"
Sobota, 11 lutego 2012
|
|
| Treści reklamowe |
|
|
 |
 |
 |
Gunsi biją rekordy!
Sobota, 11 lutego 2012
|
|
|
 |
 |
 |
Afromental, Mezo i Ewa Jach na VivaComet
Sobota, 11 lutego 2012
|
|
 |
 |
 |
Gwiazda piosenki francuskiej Paris Combo wystąpi już 23 marca
Sobota, 11 lutego 2012
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
Rap pod Rotundą dzisiaj i jutro w Warszawie
|
|
 |
 |
 |
Granie Na Żywo - Piotr Rogucki w Warszawie i Öszibarack w Krakowie
|
|
 |
 |
 |
Ossa zaprasza na koncerty w lutym
|
|
 |
 |
 |
Cropp Baby-G Dance Battle For Poland 2012
Już 18.02 w Warszawie!
|
|
 |
 |
 |
Cropp Baby-G Dance Battle For Poland 2012
Już 17.02 w Gdańsku!
|
|
 |
 |
 |
Pepsi Rocks w lutym w Hard Rock Cafe
Farben Lehre, Marika, Enej, Vavamuffin
|
|
 |
 |
 |
Premiera: Will Young 'Echoes' 30 stycznia 2012.
|
|
 |
 |
 |
Wolf Spider i White Dwarf dołączają do gości Festivalu Rock In Szczecin 2012
|
|
 |
 |
 |
IdiotHead + Thot + Splot 13.02 Wrocław
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|