Na V edycję Hunter Festu wybraliśmy się już piątkowym popołudniem. Jadąc pociągiem zastanawiałam się czy jak to zwykle bywa podczas festiwalu, znów będzie padać, no i stało się. Prawie przez całą drogę towarzyszył nam deszcz, zaczynający się od gwałtownej burzy. Jednak pogodowe fatum zostało przerwane, bo już od samego sobotniego ranka była piękna pogoda. Szybkie śniadanko, kawka i ruszamy. Na wejściu dostajemy piękne różowe opaski (ja wyjątkowo zieloną) i już jesteśmy na terenie imprezy, gdzie gra Night Rider- niestety organizatorzy nie zadbali o wcześniejsze umieszczenie godzinowej rozpiski na stronie www , pojawiła się dopiero w piątek wieczorem stąd nasze spóźnienie na dwa pierwsze zespoły. Już na pierwszy rzut oka było widać że przybyło więcej ludzi niż w zeszłym roku i w miarę upływu czasu tłum gęstniał.
Podczas dwudniowego festiwalu zaprezentowało się 30 zespołów i wszystkie starały się pokazać z jak najlepszej strony. Jednak ile ludzi tyle gustów, więc wg. mnie najlepiej zaprezentował się Rootwater z niezawodnym i energicznym Maćkiem Tffem na wokalu, Jelonek- pokazał co potrafi wyczyniać ze skrzypcami doskonale się przy tym bawiąc, Cyrnal, który co raz lepiej radzi sobie nie tylko na rodzimym rynku i Hunter , który jako gospodarz przygotował specjalną niespodziankę , bo począwszy od samego wejścia na scenę cały czas towarzyszył im prawdziwy ogień.
Na uwagę zasługuje również Frontside, który swoją niezawodną ścianą śmierci rozgrzał publikę tak, że na koniec ich występu większość pozbyła się koszulek, Outside, mimo że zagrał dla bardzo nieliczne publiki, dał bardzo porządny koncert, Totem rzadko spotyka się aby dziewczyna miała tak potężny głos , Totentanz kawał dobrej muzy z porządnymi tekstami, Arakain- sympatyczni czesi są już stałym elementem Hunter Festu i Ceti porządny koncert o późnej porze.
Zespołów Bacfire, Heath Before Dyshonor, Born From Pain i Death Angel nie potrafię ocenić, grają w stylu który mi w ogóle nie odpowiada, choć z podsłuchanych rozmów wiem, że bardzo się podobały.
Natomiast całkowicie rozczarował mnie występ Comy, dali nijaki koncert wyszli zagrali i tyle, Paula Di` Anno, który zagrał jak dla mnie za bardzo monotonnie i Katatonii , choć bardzo lubię ten zespół i po ich występie spodziewałam się czegoś więcej, w końcu byli jedną z gwiazd a podobnie jak Coma po prostu tylko zagrali.
Niewątpliwie gwiazdami tegorocznego festiwalu był Moonspell i Testament . Warto było przyjechać do Szczytna choćby na te dwa koncerty . Jako fanka obu zespołów czuję się w pełni usatysfakcjonowana. Bardzo dobre koncerty, doskonały kontakt z publiką, doskonałe oświetlenie i nagłośnienie, choć w przypadku Testamentu niektórzy narzekali że było za głośno.
I tak minęła V edycja Hunter Festu, organizacyjnie coraz lepsza, bez skandali i wpadek, lecz o pewnych minusach , które mam nadzieję podczas następnych edycji zostaną poprawione, należy wspomnieć. Mianowicie zaplecze gastronomiczne powinno być bardziej urozmaicone i lepszej jakości. Zapomniano tych co mięsa nie jedzą, pozostały tylko zapiekanki i spalone pieczarkowe krokiety smażone razem z tymi mięsnymi. Poza tym zastanawiam się czemu organizatorzy pozwolili aby Outside, Ceti i Triquetra zagrały po głównych gwiazdach. Z góry było wiadomo że większość ludzi po występie Monnspella i Testamentu pójdzie sobie jakby to był koniec imprezy. I tak te trzy zespoły zagrały dobre koncerty dla garstki ludzi. Ja nie żałuję, że zostawałam do końca, wychodząc z terenu festiwalu gdy już świtało- niesamowite uczucie, gdy całe miasto śpi i tylko gdzie niegdzie po ulicach snują się uczestnicy Hunter Festu . Ja jak i moi znajomi już czekamy na kolejną VI edycję. Z pewnością podczas kolejnych wakacji ponownie odwiedzimy Szczytno.
 |
| Grzegorz Kupczyk (CETI) |