Popularność Comy jest dla mnie rzeczą niepojętą. Totalnie przeciętny zespolik, z zaledwie jedną dobrą piosenką, zrobił w Polsce w przeciągu kilku lat zawrotną karierę, zasilając jednocześnie szereg kapel spod znaku juwerock- termin ukuty przez mojego znajomego, określa wyzbyte z jakiejkolwiek ambicji juwenaliowe granie dla pijanej gawiedzi.
Tym bardziej ciekaw byłem jak radzi sobie na scenie, w swoim solowym repertuarze Piotr Rogucki - charyzmatyczny wokalista wyżej wymienionego zespołu, dyplomowany aktor
a przy tym showman pełną gębą. Ciekawość została zaspokojona a obawy niestety potwierdziły się.
Problem nie leżał w repertuarze, wykonaniu czy atmosferze koncertu. Największym wrogiem Piotra jest on sam, a dokładniej rzecz ujmując jego ego. Narcystyczna postawa Roguckiego
(ach te lateksowe spodnie i prześwitująca koszula) od początku atakowała zgromadzonych ze wszystkich stron, przez co muzyka ograniczona została do roli mało istotnego elementu, na tle, którego szalał niczym nieskrępowany wokalista. Zabawy z dmuchaną lalą przy
Witaminkach budziły jedynie zażenowanie. Przywodziło to na myśl twórczość Michała Wiśniewskiego z wszystkimi jej grzechami: przepychem, gwiazdorstwem i przecenianiem swojej wartości.
Na koncercie usłyszeć można było całość albumu Loki wizja dźwięku, zagraną punkt po punkcie, piosenka po piosence (nie ma nic gorszego) z kilkoma momentami. Na plus należy zapisać liryczną część występu Mała i Szwajcarski nóż. Utwory te potwierdziły wokalny potencjał Roguckiego. Bardzo dobrze wypadły także Argonauci- udane połączenie rocka z muzyką góralską i mocno gitarowa tytułowa Wizja dźwięku
z sympatycznym przesterem ala Jack White.
Reszta koncertu utonęła w morzu (jak i nie w oceanie) pretensjonalności, kiczu i masy niezrozumiałych metafor, przy których bawiła się tylko najbardziej zagorzała,
w znacznej mierze nastoletnia, grupa fanów.
Piotr Rogucki często powtarza, że jego największą pasją jest aktorstwo, przez co niestety myli przedstawienie z koncertem rockowym. Tak było i tym razem - szarżując na scenie krakowskiego Forty Kleparz wzbudzał we mnie jedynie politowanie.