W 2011 roku grupa Strachy Na Lachy postanowiła dokonać podsumowania swoich dotychczasowych dokonań. W październiku ukazała się płyta pod wiele znaczącym tytułem Dekada, a zespół wyruszył w trasę koncertową po Polsce. Ostatnim przystankiem w ramach tego tournée była łódzka Wytwórnia. Występ został zarejestrowany i zostanie wydany na DVD będzie to pierwsze takie wydawnictwo formacji z Wielkopolski.
Muzycy pojawili się na scenie o 19:30, gdy już wszyscy fani zdążyli zebrać się pod sceną. Rozpoczęli od utworu, który dał nazwę ich zespołowi. Zgromadzeni na parkiecie świetnie się bawili (niektórzy nawet falowali) wokaliście Grabażowi udało rozruszać się także tych stojących na samym końcu sali. Dla nich żartobliwie dedykowana była piosenka Ostatni Nie Widzisz Stawki.
Strachy Na Lachy zagrali swoje największe przeboje począwszy od Dzień Dobry Kocham Cię, poprzez Moralne Salto, Czarny Chleb, Czarna Kawa, najnowszy singiel Awangarda, Jazz i Podziemie, a skończywszy na Pile Tango. Publiczności zgromadzonej tego wieczoru w Wytwórni zdecydowanie najbardziej podobały się utwory z ostatniej, regularnej płyty zespołu Dodekafonia, Twoje Oczy Lubią Mnie czy Żyję W Kraju. To akurat dość smutne, że ludzie tak ochoczo wyśpiewali refren tej ostatniej piosenki (Żyję w kraju, w którym każdy chce mnie zrobić w ch*ja).
Najmocniejszym punktem repertuaru był zapożyczony od Jacka Kaczmarskiego utwór Szklana Góra. Pod koniec występu na scenie pojawił się gość specjalny, który przedstawił zabawny wierszyk najlepiej ilustrujący wydarzenie: W Łodzi płyta nagrywana, Strachów Ziemia Obiecana.
Szkoda, że muzycy nie zagrali dłużej. Zabrakło na przykład Nieuchwytnych Buziakowców czy kultowej dla starszych miłośników grupy Ballady O Tolku Bananie. Zespół nie przygotował żadnej niespodzianki. Nie było ani nieznanego wcześniej w ich wykonaniu coveru ani premierowej piosenki. Dłuższy koncert to też większe pole manewru przy opracowywaniu DVD. Grabaż obiecał na samym początku występu anegdoty o zespole (jak to określił będę rysował historycznie) i zupełnie o tym zapomniał. Nie mniej jednak kontakt z publicznością miał świetny, chociaż tylko zapowiadał tytuły kolejnych piosenek. Na uwagę zasługują bardzo dobre wizualizacje wyświetlane na telebimie umieszczonym za sceną.
Niestety nie obyło się bez incydentu. Ktoś rzucił w kierunku sceny metalową piersiówkę. Grabaż nie opanował się i używając słów powszechnie uznawanych za nieparlamentarne kazał mu wyjść. Co gorsza podchwyciła to też publiczność, która skandowała wszystkim dobrze znane przekleństwo. Szkoda, że świadkiem tego były obecne na sali Wytwórni małe dzieci (warta odnotowania wielopokoleniowość miłośników zespołu!), a one takich wyrazów słyszeć nie powinny. Lider Strachów mógł to najzwyczajniej przemilczeć, udowadniając w ten sposób, że muzyka jest ponad wszystko. Producenci DVD będą musieli się teraz nagimnastykować, aby jakoś to nieszczęsne zdarzenie wyciąć. Najważniejsze, że zespół nie obraził się na łódzką publikę i dokończył koncert, zaznaczając, że w każdej zbiorowości znajdzie się ktoś, kto zechce zakłócić widowisko. W finałowej Pile Tango fani zgodnie krzyknęli Hej Kolejorz! i pokazali w ten sposób, że muzyka jednak łagodzi obyczaje.