Polski zespół rockowy, który w przyszłym roku będzie świętował 20-lecie istnienia, po blisko 6 latach przerwy wrócił do studia. Nowy album Nieważne jak wysoko jesteśmy..., wydany w maju 2011 roku bardzo szybko osiągnął status Złotej Płyty. W minioną środę w warszawskim klubie Stodoła odbył się koncert, wieńczący jesienną trasę koncertową po największych polskich miastach.
Fani muzyki piątki chłopaków z Mysłowic z niecierpliwością czekali na swój ukochany zespół. Kiedy już Artur Rojek, Wojciech Powaga, Przemysław Myszor, Jacek Kuderski i Wojciech Kuderski pojawili się na scenie, na widowni zapanowała euforia. Myslovitz rozpoczęli od zagrania Wieży Melancholii. Podczas koncertu pojawiły się utwory z poprzednich płyt, ale także większość kompozycji z ostatniego albumu. Będący na widowni miłośnicy polskiej muzyki rockowej usłyszeli m.in. Peggy Sue nie wyszła za mąż, Za zamkniętymi oczami oraz najnowsze single: Ukryte, Art. Brut i Przypadek Hermana Rotha.
Publiczność szalała przy świetnej muzyce, a gorący, radosny nastrój podkręcał gitarzysta Wojtek Powaga, którego rozpierała pozytywna energia. Najwięksi fani śpiewali wszystkie, nawet najnowsze utwory, razem z zespołem. Jednak najmilszym wspomnieniem są ostatnie minuty koncertu, kiedy to grupa Myslovitz zaprezentowała swoje największe hity: Sprzedawcy marzeń, Chłopcy oraz Długość dźwięku samotności.
Każdy zespół marzy o tym, by występować dla tak oddanej publiczności. Podobnie słuchacze marzą o tak udanych koncertach. Środowe wydarzenie muzyczne spełniło oczekiwania wszystkich melomanów.