W środę, 9 listopada w hali Torwaru w Warszawie odbył się koncert Lennyego Kravitza, będący częścią trasy promującej najnowszą płytę artysty pt. Black and White America. Chociaż z założenia powinien promować ostatni album wykonawcy, można go śmiało określić jako The Best of Lenny na żywo.
Atmosfera panująca w hali Torwaru na godzinę przed występem przypominała nieco niedzielny festyn. Popcorn, cola, zapiekanki, frytek - brak. Co bardziej zamożni fani mogli nabyć gadżety z inicjałami, bądź całym imieniem i nazwiskiem artysty, w rozłożonym na prędce kramiku po prawej stronie od wejścia na halę koncertową. Za dodatkowe parę groszy można było nabyć nawet souvenir ze zdjęciem, co by przez przypadek nie zapomnieć, jak wygląda Twój własny idol.
Zobacz więcej zdjęć z koncertu!
W hali głównej, w której ponad dwie godziny przed koncertem zaczęli gromadzić się ludzie, scena zasłonięta była czarną kotarą, prezentując się mało imponująco. Pierwsze przejawy entuzjazmu publiczności wzbudzili oświetleniowcy, którzy po sznurowej drabince wdrapywali się na konstrukcję zainstalowaną pod sklepieniem hali. Już trzeci operator wspinał się przy akompaniamencie oklasków.
Jako support, jeszcze przed godziną 20.00, wystąpiła na scenie Olivia Anna Livki udekorowana w pióropusz ze świeżo oskubanego bażanta i żółty kostium. Lenny wkroczył na scenę chwilkę po godzinie 21.00, kiedy na sali zrobiło się już dosyć ciasno (a i duszno przy okazji).
Kiedy kotara przesłaniająca scenę opadła oczom publiczności ukazały się telebimy w piramidalnych kształtach. Lenny rozpoczął koncert singlem z nowej płyty Cmon and get it. Na sektorach zawrzało, na scenie też, albowiem utwór wykonany na żywo zabrzmiał dużo pełniej niż na albumie studyjnym. Głównie za sprawą świetnej sekcji dętej (w składzie której wystąpili: trębacz i saksofonista Ludovic Louis, a także Gabrial McNair i Harold Todd), która dała znakomity popis solowy podczas Mr. Cab Driver.
Z nowej płyty wykonane zostały także single Stand i Black and White America (w trakcie którego na telebimach wyświetlane były zdjęcia młodego Lennyego). Artysta podczas koncertu starał się być jak najbliżej publiczności, przechadzał się po całej scenie, dziękował publiczności (Thank you, without you Im nothing), zainteresował się nawet losem nieszczęsnej dziewczyny, która prawdopodobnie ześlizgnęła się ze schodów (Hey Baby, are you all right?). Podczas akustycznie wykonanego utworu I belong to you usiadł na brzegu sceny wraz z gitarzystą Craigiem Rossem i zaczepiał fanów z pierwszych rzędów. Podczas końcowego utworu, rozbudowanego Let love rule, zrobił obchód po całej sali, dając siebie fanom, a zwłaszcza fankom albowiem z niektórymi nawet zatańczył.
Z pewnością środowy koncert należy uznać za bardzo udany. Był zarówno energetyczny, idealny do poskakania jak i momentami bardzo nastrojowy. Oprócz wymienionych powyżej zabrzmiały m.in.: Where are we runnin?, Fly away, American Woman, Believe, Stand by my woman, Fields of Joy, Rock Star City czy Rock and Roll is Dead.
Lenny Kravitz, czasem postrzegany jako zmanierowany, czasem wręcz nieco lalusiowaty, podczas tego koncertu objawił się publiczności jako dojrzały artysta pełen ciepła, szacunku dla fanów, jednocześnie potrafiący dać dobrego, klasycznego rocknrollowego czadu.