Debbie Davies należy do tego typu artystów, którzy prezentują bardzo wysoki poziom a jednocześnie są znacznie mniej znani od gwiazd u boku, których zdarzyło im się wystąpić. Amerykańska gitarzystka i wokalistka bluesowa, która grała z m.in. Johnem Mayallem, Albertem Collinsem, Mickiem Taylorem, Peterem Greenem i Dukem Robillardem, słowem, z absolutną czołówką światowego bluesa, przyjechała na małe tournee do Polski.
Jej sobotni koncert poprzedził akustyczny set zespołu Kruk, który, jak należało się spodziewać, dał pokaz klasycznego, zagranego z pasją i energią rocka. Prawdę mówiąc, nietrudno było zapomnieć, że grają akustycznie, gdyż momentami zespół brzmiał naprawdę potężnie.
Debbie Davies towarzyszył basista Joe Fonda i perkusista Emil Gross. Sekcja rytmiczna prezentowała naprawdę wysoki poziom, na uwagę zasługuje zwłaszcza wspomniany perkusista. Całość bujała od pierwszych taktów, czyli tak jak być powinno.
W grze samej gitarzystki słychać zaś było wyraźnie inspiracje takimi gigantami bluesa jak B.B. King, Freddie King czy też Buddy Guy i Stevie Ray Vaughan (SRV)
bo jeśli już pożyczać zagrywki, to od najlepszych. Wszystkie solówki były jednocześnie finezyjne, pozbawione powtórzeń i zagrane z uczuciem oraz wielką dbałością o artykulację.
Repertuar koncertu składał się w 90 % z dość standardowych bluesowo-rockowych numerów, przywodzących czasami na myśl teksańskie granie w stylu wspomnianego SRV. Trzeba jednak przyznać, że do półtoragodzinnego występu potrzebny jest większy skład, niż trzech muzyków. W przeciwnym razie show z czasem robi się dość monotonne i w gruncie rzeczy nużące. A to niestety miało miejsce na koncercie w Zaścianku, pomimo tego, że sami artyści prezentowali bardzo wysoki poziom. Wyraźnie brakowało pianina, drugiej gitary lub instrumentów dętych. Jeśli ktoś jest fanem solidnego, bluesowo-rockowego gitarowego grania z pewnością nie wyszedł z koncertu zawiedziony.