Gdyby wartość muzyki mierzono miarą przekazu somatycznego i werbalnego zespół Cool Kids of Death byłby w światowej czołówce, pozostawiając daleko w tyle konkurencje w postaci tzw. gigantów rocka czy rodzimych gwiazd typu Myslovitz. Tymczasem CKOD błąka się gdzieś na obrzeżach alternatywy, pomału stając się rozrywką dla najbardziej wtajemniczonych i zagorzałych fanów muzyki spod znaku indie. Nie wierzycie? Widocznie nie było was na krakowskim koncercie grupy.
Gdy na koncert można by rzec już kultowej i tak utytułowanej grupy (jako jedyny polski zespół gościł w audycjach Zane Lowea), która do tego promuje swój nowy (i najprawdopodobniej ostatni) album przychodzi około 100 osób
to ręce opadają. Chyba coś niepokojącego dzieje się z młodym pokoleniem i nie można tego tłumaczyć ani ceną biletów (tylko 25 zł) ani lokalizacją klubu (serce miasteczka studenckiego). Na szczęście garstka, która przybyła zgotowała zespołowi niesamowite przyjęcie, godne największych sław, a ten w zamian zagrał bardzo dobry koncert.
Zaczęli od Chrystusa i Wiemy wszystko, lecz nagłośnienie było tak fatalne, że występ (po korektach dźwiękowców) rozpoczął się tak naprawdę od trzeciego w kolejności Karaibskiego ze świetnym wersem jak na kogoś, komu jest tak źle wyglądasz całkiem dobrze. Z rozbrajającą szczerością zespół przyznał, że nie ma jeszcze ogranych na żywo nowych kawałków, przez co z nowej płyty poleciały tylko Dalej pójdę sam i nagranie tytułowe Plan ewakuacji. Usłyszeliśmy za to największe przeboje grupy, ale też utwory mniej znane, nieustępujące jednak w niczym tym bardziej popularnym.
Pierwsze reprezentowane były przez Armie zbawienia, Spaliny czy buntownicze Butelki z benzyną i kamienie, drugich natomiast dzielnie broniła TV Panika- krytyka komercyjnych mediów i ironiczny Bal sobowtórów z szalejącym na scenie Ostrowskim i wykrzyczanym przez wszystkich refrenem. Wszystko to zagrane z pasją i wyczuciem rockowej konwencji, mi osobiście, przypominające nieodżałowane Refused ( kto nie słyszał niech nadrabia szybko).
Koncert zakończył wyproszony i adekwatny do sytuacji Afterparty, po którym zespół zszedł ze sceny, a zgromadzona publiczność oddała się tytułowemu zajęciu, mimo iż alkohol zwietrzał, spoważniały żarty a w płucach brak powietrza.
Cool Kids of Death po trasie promującej Plan Ewakuacji najprawdopodobniej zakończy swoją działalność. Pozostawi po sobie jednak pięć świetnych albumów, niezapomniane teksty, felieton Kuby Wandachowicza i wspomnienie koncertów, o których krajowa konkurencja może tylko pomarzyć.