11 listopada 2011 roku tę datę fani Sade zapamiętają na długo. Tego dnia w łódzkiej Atlas Arenie zespół po raz pierwszy w swojej ponad dwudziestoletniej karierze gościł w naszym kraju. Biorąc pod uwagę, że ich ostatni album Soldier Of Love to najlepiej sprzedająca się płyta nad Wisłą w 2010 roku, zrozumiałe, że Sade nie mogli pominąć Polski na trasie koncertowej.
W dniu koncertu okazało się, że ciężarówki ze sprzętem nie dojechały do Łodzi z Moskwy na czas i występ rozpocznie się z małym opóźnieniem. Niestety nie do wszystkich ta informacja dotarła i wiele osób zameldowało się już o godzinie 18.00 na Alei Bandurskiego. Jednak dopiero 1.5 godziny później bramy Atlas Areny zostały otwarte i publiczność mogła już w cieple oczekiwać na zespół. Wśród osób, które się tam pojawiły zauważyć można było fanów Led Zeppelin czy Iron Maiden. To tylko pokazuje jak uniwersalna jest muzyka, którą mieliśmy usłyszeć za kilkadziesiąt minut.
Przed Sade wystąpił DJ Ross Allen. Zagrał piosenki, które miały powoli wprowadzić publiczność w klimat koncertu, m. in. Walking On The Moon The Police czy One Love Boba Marleya. Gdy ta ostatnia się skończyła, zgasły światła i z głośników wydobył się odgłos nadlatującego helikoptera. Po chwili ze środka pomysłowo skonstruowanej sceny po schodach wyszła piękna wokalistka Helen Folesade Adu, a jej muzycy wjechali wraz ze swoimi instrumentami na specjalnych platformach.
W zestawie zaprezentowanych piosenek nie było żadnych niespodzianek. W Łodzi usłyszeliśmy dokładnie to, co zespół gra od początku trasy Sade Live. Zaczęli od Soldier Of Love. Podczas wykonywania tego utworu piękna piosenkarka (ubrana w ciemny kostium, z włosami spiętymi w kucyk i dużymi kolczykami - kołami w uszach) salutowała publiczności niczym tytułowy żołnierz. Kobietom nie należy wypominać wieku, ale ciężko uwierzyć, że Sade Adu ma 52 lata. Po pierwszym przeboju tego wieczoru na widowni rozległy się gromkie brawa. Tak samo zresztą było na początku i końcu każdej zagranej przez zespół piosenki. Sama wokalistka była chyba zaskoczona reakcją zgromadzonej w Atlas Arenie publiki. Można było odnieść wrażenie, że jest wręcz skrępowana i zakłopotana, chyba nie spodziewała się, że ich muzyka jest w Polsce aż tak uwielbiana. Z wdzięczności za ciepłe przyjęcie i z szacunku dla fanów zdarzyło jej się kilka razy uklęknąć przed nimi.
Z najnowszego krążka zagrali jeszcze: Skin, In Another Time, Bring Me Home, Moon And Sk i Morning Bird. Nie zabrakło rzecz jasna starszych przebojów, takich jak Your Love Is Kin, największego hitu w dorobku Sade Smooth Operator czy No Ordinary Love. Rozbrzmiewający w Atlas Arenie zmysłowy głos piosenkarki z każdym utworem ujawniał jej niesamowite możliwości wokalne, których zwieńczeniem była ballada Jezebel. Momentami zaskakiwała także aranżacja, bowiem muzycy niektóre piosenki grali bardzo rockowo, zupełnie inaczej niż na płytach.
Koncert Sade to nie same dźwięki i wokal, to także prezentacje wizualne ilustrujące muzykę. Były one wyświetlane na olbrzymim ekranie, 2 telebimach i kotarach, które zwisały dookoła sceny, dając efekt 3D. Dzięki temu raz byliśmy w wielkim mieście, innym razem w klubie czy też na pustkowiu zimową porą. Cały występ trwał około dwóch godzin. Pod koniec wokalistka przedstawiła swoich kompanów, gorąco dziękując im za wspaniałe show, które bez nich nie udałoby się. Helen towarzyszyło aż ośmiu muzyków, w tym trzech z jej zespołu (grają w niezmienionym składzie od 1984 roku). Podczas jej nieobecności (przebierała się trzykrotnie m. in. w elegancką białą suknię), kiedy to zabawiali publiczność wszyscy fani tańczyli, zarówno na płycie, gdzie wyjątkowo ustawione były krzesełka, jak i na trybunach.
Finałowym utworem było Cherish The Day, który artystka wyśpiewała stojąc na ponad trzymetrowym podeście. Gdy muzyka ustała zespół pożegnał się z publicznością. Platformy zjechały pod scenę, a Sade Adu zeszła po schodach.
Takiego spektaklu jakie dali Sade, Łódź nie widziała od ubiegłorocznego koncertu grupy Rammstein. Szkoda tylko, że tak rzadko nagrywają płyty. Na kolejną okazję do ich zobaczenia trzeba będzie poczekać pewnie wiele lat.