Jarek Śmietana jest artystą, który nie musi już niczego udowadniać. Bez wątpienia najwybitniejszy polski gitarzysta jazzowy, znany na całym świecie autor ponad dwustu kompozycji jazzowych, laureat Fryderyka i Nagrody Prezydenta Miasta Krakowa za wybitne osiągnięcia w kulturze. W minioną sobotę muzyk świętował czterdziestolecie działalności artystycznej w krakowskiej filharmonii. Jak należało się spodziewać dał koncert na miarę pozycji zajmowanej od lat w świecie artystycznym.
Benefis rozpoczął się krótkimi przemówieniem prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego i wręczeniem gitarzyście kolejnej nagrody odznaki Honoris Gratia. Później na scenie królowała już tylko muzyka.
Pierwsza część koncertu stanowiła pewnego rodzaju podsumowanie muzyki, jaką przez czterdzieści lat swojej kariery grał Jarek Śmietana. Klasyczne jazzowe kompozycje przeplatane były znanymi utworami wszelkich gatunków, takimi jak House of the Rising Sun, Pamiętasz była jesień, Purple Rain, Third Stone from the Sun. W tym miejscu nie można nie wspomnieć o zaproszonych gościach, którzy towarzyszyli Śmietanie na scenie tego wieczoru. Byli wśród nich wybitni muzycy jazzowi, z którymi współpracował w różnych momentach swojej kariery: Wojciech Karolak (hammond), Maciej Sikała (saksofon), perkusiści Adam Czerwiński i Krzysztof Dziedzic, pianiści Piotr Wyleżoł i Paweł Tomaszewski, kontrabasiści Marcin Lamach i Adam Kowalewski oraz Mariusz Pędziałek (obój) i Krzysztof Ścierański (gitara basowa). Jak można się domyślać wszyscy ci artyści prezentowali najwyższy, światowy poziom.
Jednak oprócz przyjaciół ze środowiska jazzowego na scenie pojawiła się również trójka niezwykłych wokalistów. Chrypiący głos australijczyka Billa Neala towarzyszył Jarkowi m.in. w brawurowo wykonanym domu wschodzącego słońca, a utalentowana pianistka Karen Edwards zagrała i zaśpiewała Purple Rain. Na szczególną uwagę zasługuje jednak prawdziwy wulkan energii Z-Star, która niezwykłym talentem, potężnym głosem i niespotykaną charyzmą (a także zejściem ze sceny i całowaniem publiczności) chwilami kradła show jubilatowi. Z pewnością tego typu rockowych osobowości mury (i publiczność) filharmonii nie widują często.
O ile w pierwszej części koncertu Jarek Śmietana pokazał, że jest wybitnym muzykiem jazzowym, o tyle w drugiej udowodnił, że jest bardzo utalentowanym muzykiem w ogóle.
Po przerwie na scenie pojawił się znany i lubiany Nigel Kennedy, by wspólnie z jubilatem zagrać autorską kompozycję gitarzysty, Suitę Wiosenną. Wykonana wspólnie z orkiestrą symfoniczną (pod batutą Macieja Tworka) stanowiła niecodzienne połączenie muzyki jazzowej i symfonicznej. Obrazów, jakie malowali dźwiękiem artyści nie sposób właściwie opisać słowami. Gościnnie występujący wirtuoz skrzypiec pokazał, że w pełni zasługuje na światową sławę i uznanie, jakie go otacza.
Całość zakończył, jak to określił sam jubilat, Blues w G-Dur, w którym wszystkim występującym muzykom towarzyszył chóralny śpiew publiczności i kolejne, zasłużone, owacje na stojąco.