Zdecydowanie siê nie zgadzam z t± teori±. Dobry festiwal to tak¿e ¶wietna organizacja, to dobra infrastruktura i zaplecze sanitarne, wzglêdny porz±dek na polu namiotowym, to zapieraj±ce dech brzmienie i towarzysz±ce mu magiczne o¶wietlenie, to setki ludzi, którzy pracuj±, ¿eby czterdzie¶ci tysiêcy ¶wirów mog³o zrobiæ sobie rewelacyjn± imprezê przy d¼wiêkach ulubionej muzyki, bardzo wa¿na jest te¿ dobra pogoda. Na niemieckim With Full Force jest to wszystko, a przy okazji sk³ad co roku jest zabójczy. Trzy sceny, dziesi±tki zespo³ów, kilkadziesi±t godzin koncertów, kilkaset kawa³ków, tysi±ce ludzi i setki tysiêcy litrów piwa. Jedno wielkie metalowo-punkowe ¶wiêto. Czego chcieæ wiêcej? I pomy¶leæ, ¿e to wszystko tylko dwie godziny drogi od polskiej granicy.
Zawsze chcia³em zacz±æ od koñca albo od ¶rodka... Dlatego tym razem darujê sobie opisywanie ka¿dego dnia festiwalu po kolei, ale skupiê siê na najlepszych pokazach, które zobaczy³em podczas trwania szesnastej edycji With Full Force. Opiszê je w kolejno¶ci z ma³ym wyj±tkiem, z wyj±tkiem Down. Przyznajê, ¿e w kwestii tego zespo³u mogê byæ odrobinê nieobiektywny, poniewa¿ s³ucham go bardzo czêsto z niemalej±c± przyjemno¶ci± - jest to jedna z moich ulubionych formacji. My¶lê jednak, ¿e ka¿dy, kto mia³ okazjê uczestniczyæ w wystêpie Amerykanów na tegorocznym WFF, zgodzi siê ze mn±, ¿e by³ to jeden z najlepszych koncertów podczas festiwalu.
Skoro ju¿ zacz±³em od ¶rodka, to opis popisu Down zacznê od koñca. Od koñca, czyli od wad. Wad by³o wiele, a¿ jedna. Problem stanowi³ zbyt krótki czas, jaki amerykañska supergrupa dosta³a na zaprezentowanie siê na scenie. Nie by³o to niczyj± win± i nie mo¿na mieæ pretensji do zespo³u, czy organizatorów. Pierwsze zaskoczenie prze¿y³em, gdy dosz³y do mnie pierwsze d¼wiêki Eyes of the South. Mimo ¿e pora nie by³a zbyt pó¼na, a s³oñce dopiero zaczê³o powoli zachodziæ, ten utwór zabrzmia³ niezwykle klimatycznie i by³ ¶wietnym preludium do tego show. Nastêpnie, us³yszeli¶my ciê¿ki i psychodeliczny N.O.D., co te¿ by³o dla mnie sporym zaskoczeniem. Zw³aszcza bior±c pod uwagê fakt, ¿e widzia³em Down dwa tygodnie wcze¶niej i setlista by³a mocno inna. Kolejny numer i znowu zaskoczenie, The Path, przy którym publika szala³a, ¶piewaj±c ³atwo wchodz±cy do g³owy refren Crawling... up then down a mountain. Crawling... then up again, then up again. Pó¼niej by³o ju¿ bardziej standardowo Lifer, New Orleans Is A Dying Whore, Hail the Leaf i jak zazwyczaj na koñcu hiciarskie Stone the Crow i walcowate, klimatyczne Bury Me in Smoke, w które Phil Anzelmo jak zwyklê wplót³ kawa³ek Nothing in Return. Wszystko to odegrane z uczuciem, czadem, energi± tworzy³o niesamowity klimat, dziêki któremu czu³em siê, jakbym by³ w drewnianej chacie, gdzie¶ na bagnach Luizjany, a nie na gigantycznym, niemieckim trawniku po¶ród kilkudziesiêciu tysiêcy metalowych i hardcorowych maniaków. W³a¶nie za ten wspania³y, nieziemski klimat nale¿± siê Amerykanom najwiêksze oklaski.
Dzieñ pierwszy, pi±tek, 3 lipca
¯eby nie mieszaæ za bardzo, wrócê do chronologicznego opisywania festiwalowych wydarzeñ. Pi±tek, ze wszystkich dni, interesowa³ mnie najmniej. W³a¶ciwie tego dnia zale¿a³o mi na zobaczeniu tylko dwóch formacji Carcass oraz Mastodon. Postanowi³em, jednak przyjrzeæ siê te¿ wystêpom God Forbid, Dimmu Borgir, Legion Of The Damned i Soulfly.
God Forbid by³o dobrym rozpoczêciem festiwalowego dnia. Ich krótki pokaz sta³ na wysokim poziomie i pomimo ¿e nie przepadam za tym zespo³em w wersji studyjnej, by³em zadowolony, ¿e po¶wiêci³em im te 35 minut.
Niestety, gorzej zaprezentowa³a siê holenderska grupa Legion Of The Damned. Widzia³em Holendrów kilka razy i zawsze ich koncerty by³y pe³ne mocy i pomimo ¿e ich utwory s± ³udz±co do siebie podobne, s³ucha³em LOTD z przyjemno¶ci±, tym razem jednak zabrak³o energii, zamiast której wkrad³a siê nuda. Jedynym, ciekawszym momentem by³ bardzo dobrze zagrany Son of the Jackal.
Na szczê¶cie, formacja Mastodon, która na g³ównej scenie zast±pi³a Legion, znacznie podnios³a poziom. Oczywi¶cie Amerykanie grali g³ównie ostatni Crack the Sky - kr±¿ek, którego jeszcze nie mia³em okazji pos³uchaæ, ale robili to w takim stylu, ¿e w cz³owieku zbiera³a siê ochota, by krzyczeæ i ¶piewaæ ze wszystkimi. Tylko jak tu ¶piewaæ, kiedy nie zna siê tekstów? Ju¿ pierwszy kawa³ek, pochodz±cy w³a¶nie z tej p³yty, Oblivion zupe³nie mn± zaw³adn±³. O dziwo, najbardziej przypad³y mi do gustu utwory z Crack the Sky oraz Blood Mountain, a w wersji studyjnej zawsze najchêtniej wraca³em do Leviathan.
W koñcu naszed³ czas na jedn± z najbardziej oczekiwanych przez mnie grup, czyli brytyjskie Carcass. By³ to zdecydowanie najlepszy show tego dnia. Jeff Walker z weso³ym u¶miechem zagrzewa³ audytorium do zabawy, ale gdy zbli¿a³ siê do mikrofonu zamienia³ siê w przepe³nionego energi±, metalowego demona. Set Anglików by³ ¶wietnie wywa¿ony zaprezentowali najlepsze numery z swoich ciê¿szych, zahaczaj±cych o grind p³yt oraz z bardziej melodyjnych albumów wydanych ju¿ w latach 90. Rewelacyjne odegrane pierwsze kawa³ki od razu porwa³y publikê, która szala³a niezmiennie do samego koñca. Kulminacyjnym momentem by³ koncertowy hit No Love Lost. Niestety, tak samo jak w przypadku Down, wystêp Carcass by³ zdecydowanie za krótki, co bola³o tym bardziej, ¿e Dimmu Borgir nie pokaza³o siê od najlepszej strony. Nawet bardzo dobrze przygotowana strona wizualna i niesamowite wokale Vortexa nie by³y w podnie¶æ niskiego poziomu tego koncertu. Daray dwoi³ siê i troi³, krzesa³ z siebie ogromne ilo¶ci energii, ale reszta zespo³u by³a jakby jej pozbawiona. Uznali¶my z przyjació³mi, ¿e to ¶wietna pora, by polepszyæ swój odbiór kilkoma plastikowymi kuflami z³ocistego trunku.
W nieco weselszych nastrojach powrócili¶my pod scenê, by zobaczyæ, co do zaoferowania ma Max Cavalera z kolegami. Jak siê okaza³o, by³ to dobry pomys³ poniewa¿, Soulfly zaprezentowa³ siê wy¶mienicie. Ponad godzinny, kapitalny show, podczas którego us³yszeli¶my najwiêksze hity zarówno Soulfly (Bleed, L.O.T.M., Molotov) oraz Sepultury (Refuse/Resist, czy zagrane na bis Roots Bloody Roots). Mi³o niespodziank± by³o pojawienie siê w setli¶cie Sanctuary z repertuaru Cavalera Conspiracy. Oczywi¶cie, nie mog³o te¿ zabrakn±æ wielkich, po³udniowo-amerykañskich (?) bêbnów i szybkich, heavymetalowych solówek Marca Rizzo.
Zaraz po zakoñczeniu pokazu udali¶my siê na Hard Bowl, by uczestniczyæ w Knuppelnacht. Powoli zmêczenie dawa³o o sobie znaæ i zak³óci³o odbiór koncertu Pestilence, który zamiast zachwycaæ technicznymi smaczkami nu¿y³. Potem by³o jeszcze gorzej, na scenê wkroczyli King Ov Hell (jak tam na dole maj± takiego króla, to musi byæ naprawdê kiepsko) i Gaahl (ten sam, który najpierw siê przyzna³, ¿e jest gejem, a potem postanowi³ odej¶æ z metalowej sceny) ze swoim God Seed. Spora czê¶æ publiki na ich pojawienie zareagowa³a bardzo ¿ywo. Jednak nastroje pogorszy³y siê ju¿ po kilku minutach. Black metal w wykonaniu Godseed przypomina³ ¿a³osny kabaret bez scenariusza i pomys³u. Na nieszczê¶cie, w oczekiwaniu na Asphyx, zmuszeni byli¶my do ogl±dania tego popisu przez ponad 40 minut. Takie czynniki jak pó¼na pora, ogólne zmêczenie i kilkadziesi±t minut norweskiej ¿enady spowodowa³y, ¿e nie byli¶my w stanie wytrwaæ do koñca wystêpu Holendrów.
Dzieñ drugi, sobota, 4 lipca
Sobota, podobnie jak pi±tek, by³a dniem bardzo leniwym. W³a¶ciwie ca³a zesz³a nam na rozmowach przy grillu i ogl±daniu stoisk z p³ytami i gad¿etami. Po scen± zjawili¶my siê jedynie na kilku zespo³ach. Zaczêli¶my od m³odych, amerykañskich thrashowców z Warbringer. Ch³opaki zdecydowanie lepiej prezentuj± siê na ¿ywo ni¿ na plastikowych kr±¿kach, na których prezentuj± oldschoolowy i niezwykle wtórny thrash bêd±cy po³±czeniem melodyjnych riffów z Bay Area i niemieckiej agresji. Podobnie by³o podczas tegorocznego WFF, z t± ró¿nic±, ¿e kompozycje by³y bardziej ¿ywio³owe, dynamiczne, a stosunkowo krótki czas ofiarowany thrasherom przez organizatorów, spowodowa³, ¿e rutyna nie zd±¿y³a siê wkra¶æ miêdzy szybkie, thrashowe riffy.
Po krótkiej przerwie, na All Shall Perish, które pomimo znaczniej odleg³o¶ci, niezno¶nie atakowa³o nasze uszy i powoli stawa³o siê nie do wytrzymania, nawet z daleka. Sytuacjê uratowa³o Suicidal Tendencies. Znakomity, energetyczny show zadzia³a³ na nas lepiej ni¿ najlepszy energy drink. Z szerokimi u¶miechami wtórowali¶my trzymaj±cemu mikrofon Cyco Mikeowi Miurowi i pl±sali¶my w rytm muzyki Samobójczych. Nasze twarze rozpromieni³y siê jeszcze bardziej, gdy z g³o¶ników us³yszeli¶my pierwsze d¼wiêki Possessed to Skate. Suicidal Tendencies by³o najlepsz± formacj± drugiego dnia szesnastej edycji With Full Force, a¿ do wej¶cia na scenê hardcorowej grupy Hatebreed. Amerykanie po wodz± Jimmyego Jasty oczarowali audytorium wy¶mienitym show, w którym nawet najwiêksi malkontenci nie mogliby siê doszukaæ wad. Kapitalne wykonanie najlepszych utworów, urozmaicone zagrzewaj±cymi do zabawy wypowiedziami Jasty i rewelacyjn± opraw± ¶wietln±, sprawi³o, ¿e ten koncert trzeba zaliczyæ do trzech najlepszych podczas ca³ego gigu.
Dzieñ trzeci, niedziela, 5 lipca
Wreszcie nadszed³ najbardziej oczekiwany, trzeci dzieñ. Z niecierpliwo¶ci± czekali¶my na Motorhead, Down i Social Distortion. W ca³ej euforii martwi³ mnie fakt, ¿e nie bêdê mia³ okazji zobaczyæ hardcorowo-thrashowej legendy Cro-Mags, której wystêp na Hellfest by³ lekko mówi±c kiepski; oraz amerykañskiego Terror, który na tym samym festiwalu pokaza³ prawdziw± klasê. Po kilku godzinach radosnego grillowania udali¶my siê w pobli¿e sceny i niestety trafili¶my na koszmarn±, przepe³nion± irytuj±cymi melodyjkami koñcówkê Ignite. Do swoich namiotów wrócili¶my dopiero po dwudziestej czwartej, kiedy och³onêli¶my po powalaj±cych popisach Down, Motorhead i Social Distortion. Wszystkie trzy nale¿a³y do ¶cis³ej czo³ówki festiwalu. Punkowa legenda z Kalifornii zaprezentowa³a najwy¿sz± klasê mia¿d¿±c audytorium czyst±, buntownicz± energi± zwart± w kilkunastu ¿ywio³owych rockandrollowo-punkowych numerach. Panowie z Motorhead nie zostawali w tyle i jak zwykle pokazali, ¿e z 50, czy 60 na karku mo¿na byæ rockandrollowym skurczybykiem i robiæ to z niesamowit± ikr±. Ma³o kto, tak jak angielska formacja, potrafi z instrumentów wydobyæ tyle mocy, ¿eby by³a ona tak namacalna, tak silna, ¿e nawet kilka godzin po koncercie kilkana¶cie tysiêcy garde³ wci±¿ krzycza³o Motorhead! Ace of Spades!. W³a¶nie… As pik, nie by³o innej mo¿liwo¶ci, ¿eby jakikolwiek inny kawa³ek by³ tym najlepszym podczas popisu Anglików. Chocia¿ takiemu np. Rock Out bardzo niewiele brakowa³o.
Podsumowuj±c, szesnasta edycja With Full Force uda³a siê znakomicie. Bardzo doby sk³ad, kapitalne koncerty, spora frekwencja (40 tys. maniaków) i wy¶mienita atmosfera. Ponadto wszystko by³o rewelacyjnie zorganizowane dobre zaplecze sanitarne, ¶wietne o¶wietlenie i d¼wiêk. Nawet pogoda dopisa³a. Niestety, jak dowiedzia³em siê ju¿ po zakoñczeniu festiwalu, jeden fakt zm±ci³ trochê pozytywn± atmosferê i zepsu³ nastrój nie tylko organizatorom w pi±tek rano na polu namiotowym zmar³a 23-letnia dziewczyna. Przyczyn± ¶mierci by³o zatrucie tlenkiem wêgla.