|
|
 |
|
A Pale Horse Named Death w warszawskiej Progresji
Poniedziałek, 13 lutego 2012 roku
Z takimi zespołami jak A Pale Horse Named Death jest jeden problem. Ich odbiorcy składają się głównie z fanów kultowych formacji - w tym przypadku Type O Negative (TON) i Life of Agony - w których grali/grają członkowie zespołu. Nie inaczej jest z grupą dowodzoną przez Sala Abruscato większość fanów spodziewa się albo wręcz żąda, żeby muzyka brzmiała jak kolejna płyta owej uwielbianej przez nich grupy. Na szczęście A Pale Horse Named Death nie zamierza być coverbandem TON i postanowiło nagrywać płyty z własną muzyką, która broni się sama.
Mimo, że publika zgromadzona w warszawskiej Progresji nie była liczna i raczej wpisywała się w tendencje fanów Type O Negative (ciekawych jak to jest spotkać Johnnyego Kelly), zgotowała zespołowi wyśmienite powitanie. Kapela odgrywanie, całego debiutanckiego albumu rozpoczęła od To Die in Your Arms, w którym wokal Sala zabrzmiał niespodziewanie grungeowo. Zastanawiająca była obecność na scenie trzech gitar, zwłaszcza, że jedna z nich pojawiała się tylko w jednej czwartej utworów. Służyła wokaliście-gitarzyście raczej, jako narzędzie do zabawiania publiki wymyślanymi naprędce gitarowymi popisami. Następnie usłyszeć można było Devil In the Closet, When Crows Descend Upon You oraz Meat the Wolf, dodatkowo poprzeplatane inspirowanymi między innymi Lśnieniem improwizacjami składającymi się również z riffów Type O Negative. Dzięki nim, pomimo dwóch całkiem długich przerw technicznych, Amerykanom udało się, zasługa liderów Matta Browna i Sala Abruscato, zachować płynność i świetny kontakt z publiką. Bardzo szczodrą publiką, która w podzięce za doskonałe As Black As My Heart i wyrazy podziwu od zespołu: This is the best show ever, co chwila donosiła na scenę tacki z shotami. A Pale Horse Named Death wysoki poziom i rewelacyjną atmosferę utrzymali do końca. Ukontentowane audytorium reagowało bardzo entuzjastycznie na każdy dźwięk płynący ze sceny. Kulminacyjnym momentem było odegranie szybkiego, rockandrollowego Serial Killer, podczas którego wytworzył się skromny, acz zdecydowanie dający radę circle pit. Pokaz zakończył się klimatycznym, gotyckim Die Alone.
Podsumowując, A Pale Horse Named Death koncertowo sprawdza się zaskakująco dobrze, nie dając się zaszufladkować, jako jakaś tam formacja byłych muzyków kultowego zespołów X i Y. Następstwem niezwykłe klimatycznego i żywiołowego show było after party podczas, którego tak jak i w trakcie samego koncertu, było pełno wzajemnych, często bardzo wylewnych wyrazów wdzięczności. Ten wieczór na pewno zapadanie w pamięć na długo, zarówno publiczności jak i samym muzykom. Pozostaje polecić wszystkim Wrocławianom wizytę w Firleju naprawdę warto!
Oprócz, gwiazdy wieczoru na scenie pojawili się Polacy z gotyckiego Lee-Leet, grający niezwykle eklektyczną, chociaż zdecydowanie mało ciekawą, mieszankę death metalu, doomu i tzw. klimatycznego grania.
Krzysiek Zawistowski
|
|
|
 |
|
|
 |
 |
 |
Już 13 czerwca Trivium w Poznaniu
Piątek, 25 maja 2012
|
|
| Treści reklamowe |
|
|
 |
 |
 |
Dziś rusza dwudniowa konferencja New Directions
Piątek, 25 maja 2012
|
|
|
 |
 |
 |
Solowa plyta Jacka Kuderskiego już w sklepach
Piątek, 25 maja 2012
|
|
 |
 |
 |
Koncert Doroty Miśkiewicz ze specjalnym udziałem Wojciecha Waglewskiego
Piątek, 25 maja 2012
4 czerwca w Teatrze Studio
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
MetalFest startuje za tydzień
|
|
 |
 |
 |
Ruszyła sprzedaż biletów na Rawa Blues Festival 2012
|
|
 |
 |
 |
NINE INCH NAILS NIGHT edycja 3
25 maja w Lesznie
|
|
 |
 |
 |
Wrocławska scena alternatywna dla Kame
koncert charytatywny Hetane, IdiotHead, KnoW,...
|
|
 |
 |
 |
Justyna Steczkowska wystąpi 25 maja w Stodole
|
|
 |
 |
 |
Koncert Elm Street w Gdyni
|
|
 |
 |
 |
Mosh or Die II w czerwcu w Progresji
Wolf Spider, Rusted Brain, BrainWashed, HateEra, Perun
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|