Japoński Sigh po raz kolejny zmienił swoje oblicze-po paru przesłuchaniach chyba nikt nie

będzie tego negował. Nowy image muzyczny może jednak być odrzucony przez wielu dotychczasowych fanów.
Od razu zauważalne jest zmiana w manierze wokalnej sa one bardziej czyste , niepozbawione jednak mocy. Bliżej im do heavy metalu niż tego co słyszeliśmy wcześniej. Instrumentarium użyte na płycie jest bardzo zróżnicowane- mamy więc możliwość usłyszenia organów Hammonda , saksofonu oraz sporo elektroniki. To wszystko jest nałożone na metalowy rdzeń. Udało się jednak nie przedobrzyć z dodatkami , tak by można słuchać albumu z przyjemnością , a nie tylko dla technicznych popisów . Riffy gitarowe są pełne energii , urozmaicone , jest również miejsce na solówki.. Do tego jeszcze chórki które towarzyszą w niektórych momentach i nadają bardziej epicki klimat.
Jednak niestety brzmienie nie do końca pozwala je docenić, tutaj niestety można było się postarać lepiej. Jednak nie zmienia to faktu że całość , pod względem słuchalności jest naprawdę dobra. Mamy tutaj takie przebojowe utwory jak Confession to Be Buried czy Silver Universe ale i też balladowe The Tranquilizer Song. Dociekliwi znajdą na pewno trochę odwołań do innych zespołów parających się bardziej melodyjnym graniem. Paradoksalnie może się okazać że ta płyta najlepiej zostanie odebrana przez tych którzy do tej pory nie słuchali Sigh, choć bardziej tolerancyjni starsi fani być może nie rzucą jej od razu w kąt.