To właśnie dzięki takim płytom możemy czuć się dumni z poziomu polskiego hip hopu. Eldo

tym krążkiem udowadnia, że wszyscy Ci, którzy uznawali go za
nędznego rapera
bardzo się pomylili. Obawiałem się co przyniesie ze sobą przejście warszawiaka pod skrzydła MyMusic, ale już po pierwszym przesłuchaniu zrozumiałem, że te obawy były nieuzasadnione.
27 różni się bardzo od poprzedniego albumu artysty (Człowiek, który chciał ukraść alfabet), co chyba wyszło tylko na dobre. Słychać tutaj w niektórych kawałkach powrót do korzeni, a momentami czujemy nawet ten blask miasta świateł.
Eldoka na tym krążku, to wiedzący czego chce i znający swoją wartość człowiek. Pewność siebie, przechodząca często wręcz w arogancję to nieodłączny element tej płyty. Z drugiej strony kto, jak nie właśnie Eldo ma prawo do takiego stylu i sposobu prezentowania swoich niebanalnych poglądów. Sporo można by pisać o genialności i przenikliwości wielu zawartych tu wersów, jednak żadne słowa nie uchwycą tego w odpowiedni sposób. Słuchając utworów zawartych na 27 możemy przez chwilę podróżować nocą ulicami Warszawy (Noc rap samochód i Spacer), aby za jakiś czas przenieść się do czasów kiedy komunizm uciekał z Polski (Dzieciństwo). Gdybyśmy jednak aż nadto wpadli w sentymentalny nastrój, na ziemię sprowadzi nas w międzyczasie kawałek Krew pot sperma i łzy, który moim zdaniem jest naprawdę znakomity. Nie przypuszczałem, że to zestawienie może przynieść aż taki efekt. Poetyckość połączona z bezkompromisowością daje dobry rezultat i bez wątpienia należy stwierdzić, że Eldoka ma konkretny styl flow i oryginalność.
Na szczęście również warstwa muzyczna to niekwestionowany atut tego krążka. Trzeba przyznać, że raper potrafi trafnie dobierać sobie producentów, a 27 tylko potwierdza tę tezę. Bity niezależnie od tego czy wykonał je Flamaster, Kixnare, Webber czy Dena brzmią świetnie i w sposób mistrzowski współgrają z rymami Eldoki. Swój wkład miał tu również Daniel Drumz, który prócz dogrania skreczy i cutów wykonał podkład pod kawałek Im in love.
27 to płyta, która udowadnia, że w polskim rapie tkwi jeszcze spory potencjał. Cieszę się, że Eldo konsekwentnie robi swoje, bo dzięki temu wielu słuchaczy może spędzić przy głośniku naprawdę sporo czasu. To chyba pierwsza płyta, której z całkowicie czystym sumieniem wystawiam maksymalną notę, oby więcej takiego rapu!