Kontrowersyjna grafika na płycie ( m.in. pani robi panu dobrze), nieczytelne logo i czcionka, nie pozwalająca rozczytać prawie żadnej litery - takie wrażenie estetyczne wywołuje trzymana w ręku najnowsza EPka zespołu Pornohagen - Grzeszyć i się cieszyć. Panu grafikowi stanowczo podziękujemy...
Chciałabym powiedzieć, że co tam okładka i inne poboczne pierdoły, płyta sama się broni. Ale zacytuję tytuł jednego z utworów Gorzej jest niż źle. Płyta jest po pierwsze jakościowo słaba, to można jeszcze przeboleć, w końcu została nagrana w jakimś niby-studiu. Muzycznie też nie powala, większość utworów jest utrzymana w podobnej punkowo-rockowej stylistyce. Wokalnie to jest już mega słabizna utwory w większości są po prostu wykrzyczane, skala głosu mniej niż zero. Całość przypomina twórczość Cool Kids Of Death i inne zespoły tego typu.
Tekstowo jest trochę lepiej, chociaż nie znaczy to wcale, że jest dobrze. Neologizmy i nowomowa najlepsze kissy to ty (Papierosy), ja i alko to dynamit (Hydronajt) czy i po linie dens (Gorzej jest niż źle) wyraźnie sugerują do kogo skierowana jest płyta. Język jakim posługuje się autor jest językiem potocznym, nie stroniącym od wulgaryzmów (Amfetamina, Hydronajt). Tematem utworów są między innymi używki (Amfetamina, Papierosy) i ich wpływ na uzależnionego (a bez tego nie ma mnie / nie jestem sobą jest mi źle) oraz szeroko pojęte balangowanie (Król życia, Hydronajt). Gdzieniegdzie słychać echo punkowego buntu chociażby we fragmentach: Amfetaminy (nie ma żadnych świętości oprócz boga radości), Kpin(nie obchodzi mnie ten kraj bóg...) czy w Tak bardzo się różnimy (to nie moje czasy / czasy tempa i hałasu).
Większość utworów ujdzie w tłoku, do bardziej wpadających w ucho utworów należą zdecydowanie najlepszy na całej płycie Król życia i Gorzej jest niż źle. Płyta jest dość przeciętna i chyba jedyne co ją wyróżnia wśród innych z tego gatunku to kontrowersje związane z okładką i wymowna nazwa zespołu - PORNOhagen. Czymś trzeba zwrócić na siebie uwagę, prawda? Może gdybym była pod wpływem alkoholu, z grupą przyjaciół, kiedy to co leci w tle nie odgrywa już żadnej roli, to może by mi się podobała. Na trzeźwo tego nie da się słuchać. Moim zdaniem nie ma się z czego cieszyć, bo grzechem było wydać taką płytę.
