|
|
 |
|
Warbringer: 'Waking Into Nightmares'
Wtorek, 8 września 2009 roku / 03:29
Amerykański Warbringer zadebiutował rok temu albumem War Without End. Pamiętam, jak dostałem go do opisania, zupełnie nie wiedząc czego się spodziewać. Fala retro-thrashowych kapel które zainspirowane płytami starych mistrzów próbują swych sił w tym obecnie mało popularnym gatunku ominęła mnie szerokim łukiem, ale przypadek zrządził że mogłem przesłuchać właśnie Warbringer. Płyta nie była totalnym niewypałem, a młodzi muzycy dzięki promocji Century Media i swojemu młodemu wiekowi przebili się do świadomości na scenie. Jednak muzycznie było to dla mnie porządne rzemiosło, przeciętniactwo aspirujące do czegoś większego. Brakowało mocy, kopa który dawałby chęć powrotu do tej płyty. Wspominałem wtedy że Warbringer potrzebuje większego obycia koncertowego. Zespół doszedł do wniosku, że rok wystarczy, i tak przede mną widnieje Waking Into Nightmares. Otwierający Jackal pozwolił mi mieć nadzieje że teraz będzie o wiele lepiej. Jest zadziornie, chwytliwie. John Kevil jako wokalista nabył doświadczenia. Kawałek na otwarcie płyty jak marzenie. Później, na Living In A Whirlwind nie jest gorzej. Nic Ritter zastąpił na perkusji Adama Carrolla, który jest teraz drugim gitarzystą. Dobrze się stało, bo ten ostatni po prostu dostawał czasami zadyszki i nie nadążał za resztą zespołu na debiucie. Teraz jest o wiele lepiej, jeżeli chodzi o sekcje rytmiczną. Ale i basowy Ben Bennett daje o sobie znać. Początek kawałka Severed Reality należy do niego, podkreślając ciężar poprzez większość czasu trwania daje pokaz swoich umiejętności. Chwytliwy riff otwierający Scorched Earth, jak i w ogóle cały utwór jest umiejętnie zbudowany z elementów, które już znamy, ale które podane w odpowiedniej formie sprawdzają się naprawdę dobrze. Abandoned By Time natomiast uderza agresją i szybkością, bezkompromisowe chłostanie, ale podane w taki sposób, że nie nudzi. Prey For Death to już zniżka formy, przewidywalny i pozbawiony mocy. Instrumentalny Nightmare Anatomy pozwala zmyć to złe wrażenie, łagodna praca gitar i spokojne partie perkusji dają trochę odpocząć od wcześniejszych kompozycji. Później już album zaczyna nużyć, jest sprawnie, ale gdzieś umyka radość słuchania. Reasumując, Warbringer się tym razem bardziej postarał. Wprawdzie nie jest to jeszcze poziom uczniowskiej czwórki, ale ocenę 3,5 chętnie wystawiłbym, gdyby była taka możliwość. Niestety, nie mogę ratować się połówkami więc daję ocenę 3. Zespół podąża w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o samą agresywność i przekaz muzyczny. Jednakże brakuje tutaj jeszcze własnej tożsamości. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że nie jest złym sięganie do znanych wzorców. Jednak w pewnym momencie swojej działalności chłopaki muszą powiedzieć sobie, czego tak naprawdę chcą. Podążać dawno wydeptaną ścieżką, czy stworzyć nową. Wprawdzie thrash wydaje się być hermetyczny pod tym względem, ale sądzę, że jest tutaj jeszcze miejsce na eksperymenty. Może niekoniecznie udanych, ale zawsze to lepsze niż porządne przeciętniactwo. Nie życzę im źle, ale po prostu zdaję sobie sprawę, że w zalewie nowo wydawanych albumów, Warbringer po prostu utonie. Jest postęp, chęć doskonalenia się, jednak za wcześnie jeszcze na jakieś większe wyróżnienie. Ale liczę, że chłopaki się nie poddadzą i stworzą coś, co będę mógł ocenić o wiele wyżej.
Przemysław Czarnecki
|
|
|
 |
|
|
 |
 |
 |
Naturalne techno, czyli...
Czwartek, 2 września 2010 / 12:06
nowy album KT Tunstall
|
|
| Treści reklamowe |
|
|
 |
 |
 |
James Plotkin & Mick Harris
Czwartek, 2 września 2010 / 12:02
na Avant Art Festival.
|
|
|
 |
 |
 |
Janek Samołyk
Czwartek, 2 września 2010 / 09:45
debiutancka płyta wrocławskiego artysty.
|
|
 |
 |
 |
Coma "Symfonicznie"
Czwartek, 2 września 2010 / 09:40
za miesiąc na sklepowych pułkach
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
Various Artists
Its Salsa
My Music
|
|
 |
 |
 |
Serj Tankian
Elect The Dead Symphony
|
|
 |
 |
 |
Stan Miłościa i Zaufania
Sygnały
Mystic
|
|
 |
 |
 |
Opeth
Blackwater Park
Sony Music
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|