Po sukcesie za jednym oceanem (142 pozycja na amerykańskim Billboard 200) i za drugim (15 miejsce na australijskim ARIA Chart) w maju tego roku debiutancki album Lenki został wydany również w Polsce. Kampania reklamowa wiosennej ramówki jednego z telewizyjnych kanałów sprawiła, że utwór The Show stał się rozpoznawalny niemalże przez każdego (czy tego chce, czy nie...). Sukces pierwszego singla przekuł się na sukces całego albumu, który w błyskawicznym tempie osiągnął w Polsce status złotej płyty.
Lenka Kripac, która ma już na swoim koncie pewne doświadczenie na rynku muzycznym (dwa albumy nagrane z australijskim zespołem Dekoder Ring) jest autorką (lub współautorką) wszystkich kompozycji znajdujących się na płycie. Utrzymany w bajkowym klimacie album pełen jest ciepłych, melodyjnych utworów. Promujący album The Show nie jest jedynym wpadającym w ucho utworem, Trouble is a Friend czy Bring Me Down mają dużą szansę powtórzyć sukces pierwszego singla.
Na debiutancki album Lenki złożyło się jedenaście kompozycji utrzymanych (niestety) w podobnym klimacie. I chociaż całkiem przyjemnie się go słucha po dłuższym czasie staje się monotonny, nudny i wręcz usypiający... Brakuje mi w nim pazura, jakiegoś wyraźnego akcentu, a przede wszystkim różnorodności. Owszem, znajdują się nieco żywsze i szybsze utwory takie jak The Show, Knock Knock czy Bring me Down, ale tracą one swoją wyrazistość przez wokal artystki. Słodycz jej głosu powoduje u mnie ból zębów. Lenka jest młodą artystką, ale czasem można odnieść wrażenie, że ma nie trzydzieści a naście lat. Baśniowy nastrój płyty, nieco infantylny wokal sprawia, że mimo poruszanej w utworach tematyki mam wrażenie, że jest to album dla przedszkolaków. Like A Song, jedna z najbardziej charakterystycznych piosenek na całym albumie brzmi niczym kołysanka. Ale może coś w tym jest, w końcu Lenka jest znaną prezenterką dziecięcego programu emitującego kreskówki...
