Death metalowy dream-team roku w Polsce to bez wątpienia Masachist. To zespół powołany do życia przez Thrufla z nieistniejącego już, znakomitego Yattering. Jako drugi muzyk do składu dołączył Daray, znany z Vader, Vesania, Black River i Dimmu Borgir. To właśnie oni wspólnie przygotowali materiał na debiutancki krążek, noszący jakże wymowny tytuł Death March Fury.
Jednak trasy koncertowe z Vader, na które wyjeżdżał Daray, uniemożliwiały obu panom na regularne próby, które odbywały się w już nieistniejącym kompleksie zakładów Vis, w Warszawie. Dodająć do tego specyficzną technikę gry Thrufla (gitara 7-strunowa) niełatwo było uzupełnić skład. Jednak po kilku latach (materiał został przygotowany na przełomie 2006/2007) udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik. Skład dopełnili Pig, Aro oraz Heinrich.
Album zawiera 9 kompozycji, które doskonale odzwierciedlają jego tytuł. Brutalne, momentami wręcz bezlitosne granie, atakuje słuchacza od początku do końca. Jednak to, na co ta płyta zasługuje przede wszystkim, to technika. Doskonałe partie Thrufla i Daraya robią wrażenie i udowadniają, że Polska to kraj deathem stojący. Szkoda tylko, że bas Heinricha (Rootwater, Vesania, Unsun) jest tylko tłem dla potężnych gitar i nie ma okazji aby ukazać swoje również potężne uderzenie. Jednak to tylko mały minus w ogólnym rozrachunku.
Fani Immolation, Cryptopsy, Cannibal Corpse powinni być w pełni zadowoleni. Pozostali
zapewne nie zrozumieją.