Recenzję koncertowego albumu Davida Gilmour'a pisze facet, któremu bardzo podobała się koszulka Johnny'ego Rottena z napisem "Nienawidzę Pink Floyd".
Rozkładam przed sobą dwupłytowe wydawnictwo z gdańskiego koncertu i czytam na okładce, że czeka mnie 2,5 godziny muzyki. Do tego oczywiście informacja na naklejce "David Gilmour the voice & guitar of Pink Floyd" (cenna dla tych, którzy nie wiedzą, kto zacz ów pan).
Pierwsza płyta ląduje na talerzu, a ja oglądam naprawdę ładną szatę graficzną wydawnictwa i korzystając z jesiennej, mokrej pogody słucham początkowych dźwięków. Zgromadzone na koncercie w Gdańsku, pięćdziesiąt tysięcy osób skanduje "David, David". Zaczynają, i tutaj producentom płyty, którymi są David Gilmour i Phil Manzanera należy się ukłonić. Oddają i atmosferę koncertu, i brzmią bardzo dobrze. Biorąc pod uwagę artystów występujących na scenie oraz zagrany przez te dwie i pół godziny repertuar można mieć tylko małą refleksję. Czy to solowy koncert artysty, czy Pink Floyd w niepełnym składzie?
Sześcioosobowy zespół tworzą : Richard Wright (klawiszowiec grupy Pink Floyd), Phil Manzanera (gitarzysta zespołu Roxy Music i współproducent albumu), Jon Carin (klawisze, grał wiele lat z zespołem Pink Floyd), Guy Pratt (basista zespołów Pink Floyd i Roxy Music), Steve Di Stanislao (perkusja), Dick Parry (saksofonista, wieloletni współpracownik grupy Pink Floyd). Zespołowi towarzyszy czterdziestoosobowa Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Bałtyckiej dowodzona przez Zbigniewa Preisnera oraz Leszek Możdżer, który współpracował już z artystą przy jego ostatniej studyjnej płycie.
Repertuar obu płyt to utwory z ostatniej solowej płyty Davida Gimour'a "On An Island" oraz doskonale znane nagrania Pink Floyd, również takie, które powstały zanim David dołączył do zespołu zastępując Syda Barretta (Astronomy Domine). Jako, że koncert odbywał się pod hasłem "Przestrzeń wolnosci", Gilmour wykonał utwór "A Great Day For Freedom". Z tekstem możemy zapoznać się wewnątrz okładek.
Koniec jednak z "czepiactwem". Artysta pokazał się od strony solowych dokonań i dał publiczności to, czego oczekiwała, czyli klasyczne nagrania Pink Floyd (Shine On You Crazy Diamond, Wish You Were Here, Comfortably Numb, Breathe, Time). Całość brzmi naprawdę przekonująco i słuchanie koncertu na płytach nie pozostawia wrażenia niedosytu. Trwające ponad 25 minut Echoes, z niesamowitą gitarą Gilmoura, Shine on You Crazy Diamond z odegranym na kieliszkach z winem wstępem, do tego orkiestra, która w sposób nienachalny wzbogaca utwory.
Zapewne wszyscy fani Pink Floyd i Davida Gilmour'a wydawnictwo to już dawno mają jednak zachęcam niezdecydowanych. To bardzo dobra płyta koncertowa, której nie da się słuchać podczas zmywania naczyń, ale jeżeli włożymy odrobinę wysiłku i skupimy się na płynących dźwiękach, wynagrodzi nam to emocjami i wzbogaci wrażliwość muzyczną.