Zaledwie dwa tygodnie upłynęły od premiery najnowszego krążka Ani Dąbrowskiej, a już jest najlepiej sprzedającą się płytą w Polsce. To ważne, biorąc pod uwagę jej zawartość. Dlatego zarzut, że Dąbrowska jest sztucznie wykreowanym produktem na potrzeby zapchania rynku wydają mi się lekko przesadzone.
W spodniach czy w sukience? utrzymana jest w klimacie retro. Jak przyznaje sama Ania, wynika to z fascynacji latami sześćdziesiątymi. Zresztą nie tylko muzycznie daje się to odczuć: zarówno wydanie płyty (żółta okładka w duże grochy, zdjęcia Dąbrowskiej z typową dla tamtego okresu fryzurą i strojem, wkładka w postaci miniplakatu reklamującego płytę tak, jakby miał być to film), jak i klip do promującego album Nigdy więcej nie tańcz ze mną utrzymane są w modzie z lat 60. I od tej strony jest to z pewnością ciekawa propozycja.
Muzycznie jest to w pewnym stopniu kontynuacja Kilku historii na ten sam temat. Ale tylko w pewnym, bo choć pojawia się podobne tempo, mam wrażenie, że W spodniach czy w sukience? jest płytą dużo bardziej dopracowaną. Z zadbaniem o szczegóły, malutkie smaczki, które choć niemal niewidoczne- wnoszą dużo świeżości do sprawdzonej już formuły. Warto w tym miejscu wspomnieć o dwóch mocnych punktach. Pierwszym z nich jest Leszek Możdżer, który zaopiekował się partiami fortepianu (słychać to już na wstępie przy Turu tu tu
), a drugim Daniel Bloom, który skomponował dla Ani Bardzo lubię opowiadania o miłości. Wsparty drobnymi wokalizami utwór wydaje mi się w tym przypadku dość odważnym, aczkolwiek udanym eksperymentem.
Tekstowo sprawa ma się nieco gorzej. Jak przyznaje sama autorka, nie są one jej mocną stroną, stąd też decyzja o częściowym powierzeniu tego zadania innym osobom: Karolinie Kozak i Agnieszce Szypurze. Mimo to mam wrażenie, że czegoś im brak. Nadal jest o związkach, relacjach, miłości lub jej braku i może nie byłby to problem, gdyby nie jakaś banalność przebijająca mi się przez większość tych słów. Sztandarowym przykładem wydaje się tu Ciągle mylę cię z nim.
Nie jest to płyta wybitna, ale odnoszę wrażenie, że nie ma być. To jest płyta zachowawcza i bezpieczna. Ani Ania, ani pracujący z nią muzycy nie pokusili się o ryzykanctwo i dla mnie jest to odczuwalne. I, o ile w tym wypadku wydaje się to jeszcze do przejścia, bo generalnie album brzmi lekko i sympatycznie, popołudniowo może nawet, to przy następnej nie będzie już tak łatwo.
Tracklista:
1. Turu tu tu
2. Smutek mam we krwi
3. W spodniach czy w sukience
4. Nigdy więcej nie tańcz ze mną
5. Znowu przyszło lato
6. Póki mi starczy sił
7. Bardzo lubię opowiadania o miłości
8. Jesteś jak sen o spadaniu
9. Ciągle mylę cię z nim
10. Zmieniaj mnie gdy zechcesz