Nie przekonuje mnie ta płyta. Pomimo bardzo dobrego przyjęcia przez media. Zachwyty i górnolotne słowa ludzi, którzy piszą o muzyce, nie trafiają do mnie i są przesadzone. Żadnej

rewolucji na
The Triptic
nie dostrzegam. Żadnych nowych brzmień, niekonwencjonalnych zagrań czy pomysłów. Widzę za to, z jednej strony, ogromy, niemal barokowy przepych w produkcji, a z drugiej, przesadę i przekombinowane brzmienie. Brzmienie, które zamiast zaskakiwać swoją złożonością, wprowadza chaos i nieład.
Fakt, że sporo na tej płycie afrykańskich, etnicznych wstawek, beatów, i czego tam jeszcze dusza zapragnie. Ale nie trzeba sięgać daleko pamięcią, żeby przypomnieć sobie album tej samej kapeli, zatytułowany Koniec wieku, gdzie także było sporo muzyki ludowej, tylko, że pochodziła ona z innej części kuli ziemskiej. Po tym jak Glaca promował zaciekle Triptica w Internecie, zaraz przed jego ukazaniem się, spodziewałem się czegoś, co zwali mnie z nóg, a otrzymałem 15 numerów, które zawierają to, co słyszałem już na płytach takich kapel jak: Sepultura, Soulfly, Ektomorf, czy System Of A Down. Nic nowego. Sporo elektroniki, industrialu, numetalu oraz syntetycznych brzmień, połączonych z naturalną organiczną muzyką afrykańską. Trąca mi to troszkę populizmem. No bo co z tego, że łączymy tak odmienne, wydawało by się, gatunki muzyczne, skoro robimy to w sposób oklepany i niemalże schematyczny? Nie pomaga tutaj wściekły wokal Mohammeda, wykrzykujący na hip-hopową modłę, swój bunt przeciwko biedzie i niesprawiedliwości. Nie trafia to do mnie. Nie mam ochoty wracać do tego albumu. Jest ciężki ( w negatywnym tego słowa znaczeniu ) i odpychający. Momentami wręcz nudny. Np. takiego Sympathy For Th Debil part666, ratuje tylko kobiecy chór, bo bez tego, numer ten, snuje się jak ślimak po leśnej drużce. Do tego Triptic trwa ponad sześćdziesiąt minut, a można by było odrzucić spokojnie ze cztery, pięć utworów i stworzyć bardziej spójny, zwarty i mniej męczący album.
Pewnie swoją opinią narażę się sporej grupie ludzi. Tym właśnie osobom radzę spojrzeć na nowych Sweet Noisów z innej, nieco chłodniejszej perspektywy. Może wtedy zamiast wychwalać ten album pod niebiosa, dostrzegą jego, nieco mniej pozytywna stronę. Jedno natomiast musi być jasne, nie twierdzę, że jest to płyta zła. Raczej nie poukładana i nie do końca przemyślana.
Już słyszę głosy Jak na polskie warunki to i tak bardzo dobrze. No tak, tylko ze Glaca zrobił wszystko by brzmieć jak najmniej ojczyście. Efekt to nie do końca udany. Chociaż, jak to w przypadku Sweet Noise bywało już wcześniej, należą się wielkie brawa za odwagę i oczywiście Respekt.