
Jeśli powrót to tylko w dobrym stylu, a taki właśnie zafundowała swoim fanom Sade. Trudno uwierzyć, że minęło już dziesięć lat od ukazania się jej poprzedniej płyty - Lovers rock. Czas jednak okazał się niezwykle łaskawy dla wokalistki, która wciąż zaskakuje urodą i powala aksamitnym głosem.
Soldier of Love to niewiele ponad 40 minut ciepłej, wyciszającej i relaksującej mieszanki soul , rnb czy muzyki etnicznej. Album, jak to zwykle bywa w przypadku Sade, zawiera głównie nastrojowe ballady (In Another Time, The Safest Place), których tematem przewodnim jest nic innego jak miłość. Sade jest doskonałym przykładem artystki, która w poetycki sposób opowiada o relacjach międzyludzkich. Teksty pozbawione popowej banalności, oprawione delikatną muzyką wprawiają w romantyczny i sentymentalny nastrój. Najdynamiczniejszym utworem na całym albumie jest tytułowy kawałek Soldier of Love. Wybijające dźwięki werbla i marszowy rytm doskonale koresponduje z tematyką utworu, przenosząc słuchacza w militarny świat.
Nie licząc nutki reggae w Babyfather czy mrocznego, trip-hopowego motywu w Bring me Home Sade nie porywa się na muzyczne eksperymenty. Artystka pozostała wierna sobie i swojemu stylowi, a Solder of Love w pełni oddaje charakter jej twórczości. Można by się czepiać, że nowy album jest mało odkrywczy, nie wnosi nic nowego i udowadnia tylko, że Sade trzyma się kurczowo utartej ścieżki. Można by, tylko po co? Po co zmieniać coś co jest dobre? Bo Sade mimo upływu lat, zmieniających się trendów i tendencji w muzyce, wciąż brzmi tak samo... tak samo dobrze.