Mariaż twórczości ludowej z szerokorozumianą muzyką popularną ma w naszym kraju długą tradycję i, zwłaszcza ostatnimi czasy, cieszy się ogromną popularnością, by wspomnieć chociażby fenomen Gorana Bregovica. Nie dziwi tym samym fakt, że ukraińska grupa Haydamaky, koncertująca nie tak dawno nad Wisłą, zdobyła w Polsce spore grono wielbicieli. Choć formacja istnieje od 1991 roku, popularność wykraczającą daleko poza Ukrainę zyskali dopiero w 2005 roku, kiedy to Pomarańczowa Rewolucja okazała się skuteczną kampanią promocyjną dla ich, wydanej w tamtym czasie, płyty Ukraine Calling.
Na zawartość ich najnowszej płyty, zatytułowanej Kobzar, składa się czternaście kompozycji, w których tradycyjna muzyka ukraińskich Karpat wzbogacona została o elementy współczesne. Brzmieniu bandury (notabene, której wizerunek zdobi okładkę płyty), akordeonu, trąbki, mandoliny i kilku innych tradycyjnych instrumentów akustycznych, towarzyszą rockowa sekcja rytmiczna, gitara elektryczna i organy Hammonda. Jak na współczesną produkcję przystało, pojawiają się także, na szczęście stosowane z dużym umiarem, efekty elektroniczne.
Kobzar to krążek bardzo eklektyczny. Rozrzut stylistyczny może budzić podziw: od reggae (Message z polskimi akcentami w postaci gościnnego występu Krzysztofa Grabowskiego i dwóch wokalistów grupy Vavamuffin), poprzez rock (Meni Zdajetsa), rap (Dwory), liryczną balladę (Rosa), a nawet elementy jazzu (Chorna Stila, z bardzo ciekawym metrum), aż po folk metal (Marusya). Kilka utworów, za sprawą brzmienia instrumentów dętych, może przywodzić na myśl dokonania Gorana Bregovica (Efir, Yidu Tramvayem).
Choć historyczni Hajdamacy, z pasją wyrzynający polską szlachtę, raczej nie przyczynili się do zacieśnienia przyjaźni miedzy narodami Polski i Ukrainy w XVIII wieku, to już początek wieku XXI daje już dużo bardziej pozytywny obraz stosunków miedzy naszymi krajami, czego przykładem jest także, nagrana w naszym kraju z pomocą polskich producentów, bardzo dobra płyta Kobzar.